RSS
poniedziałek, 27 listopada 2017

Być może tego nie wiecie, ale z każdej podróży Ten od teledysku wraca jakby pustszy. Może zostawia jakiś kawałek siebie w odwiedzanych miastach? I ubywa go coraz bardziej i bardziej z każdym przebytym kilometrem?

A może po prostu niezwykłości obdzierają go ze złudzeń o codzienności? Może czynią ją bardziej przyziemną? Wraca do domu, a w nim wszystko choć cały czas takie samo, to równocześnie chłodniejsze. I coraz mniej w Tym od teledysku wiary, że jego codzienności mogą nabrać blasku. Pozostają mu już głównie ucieczki.

21:36, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 listopada 2017

Być może Ten od teledysku czeka właśnie na Ciebie.Ową wymarzoną drobinę, twardą jak stal ale i niepewną. Z włosami, które obbcięłaś przed chwilą, by zapomnieć, że twój zupełnie chłopięcy chłopak był dzieckiem bardziej niż byś chciała, a jego matka (która nie przepadała za Tobą) miała na wpływ większy niż jego własne gusta.

 

Być może Ten od teledysku wykonuje piruety uników, byle tylko nie zderzyć się z tą brunetką, którą właśnie zdradził mąż. Widzice, ona ma cycki ciężdze od jądra Jowisza, oczy za które koreańskie milfy oddałyby swoich pierworodnych, uda i łydki stworzone od kankana a przy tym wszystkim jest zabawnie nawiwną seksbombą.

 

Jest jeszcze ta mała. 

 

I są jeszcze marzenia Tota by spotkać ją, lub kogoś takiego, jak ona.

23:14, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 października 2017

Niechętnie przewracając się na drugi bok Tenodteledysku stawił czoła myślom o pracy. Odtrącił je, pewny, że powrócą ze zdwojoną siłą. Z taboretu postawionego na łóżku zdjął zegarek by odkryć, że zbliża się szósta. Ach, pomyślał, mam jeszcze dziesięć minut do bezpiecznego wstawania i czterdzieści do pospiesznego. Cóż, wiem jak radzić sobie z pospiesznym. Będzie dobrze.

I było. Poleżał jeszcze przez czterdzieści minut, odpychając kolejne myśli o pracy. Aż wreszcie uświadomił sobie, że co rano sypia dłużej, bo to ofefruje mu przedłużenie wolnego dnia, który dobiegnie końca gdy Tenodteledysku wstanie.

I ani razu nie pomyślał o owocnej. Aż przyszedł czas, by zdecydować się gdzie się spotkają. I o której dokładnie. Trochę obawiał się, że być może omawiali to w tej części soboty, której nie pamiętał. Ona rozskakana, cała w brokacie, zachwycona tymi iskrzącymi kolorami, w okół głośno, radośnie. 

Umówili się, spotkali, w towarzystwie Animki i jej Drągala. Pospacerowali przez miłą część popołudnia, zjedli dwie pizze, którymi się podzielili. Tot przeżył chwilę zakłopotania gdy okazało się, że oni nie chcą jeść każdy po swojej pizzy, ale dzielić je we czworo. A że był jedynym mięsożercą w grupie wegetarian, dzielił z nimi smakowanie pomidorów i czegoś tam jeszcze przetaczających się po smacznych plackach. 

Owocowa, drobna i śliczna siedziała obok. i nic.Tot pomyślał, że to dobrze. Może chciałby czego innego, ale to dobrze.

20:37, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 sierpnia 2017

- Wiem o tym - odparła spokojnie, gdy Ten od teledysku uprzedził ją, że zaraz ucieknie. - Zawsze tak robiłeś.
Powinno było może go to skonsternować, jednak tego wieczoru uznał, że granicząca z bezczelnością bezpośredniość wydaje się być niezłym sposobem na tę chwilę życia. Wyjaśnił więc, że mówi poważnie i naprawdę ucieknie, zniknie na rok, albo albo na pół albo na dwa lata.

- Wiem o tym - powtórzyła. - Myślisz, że kim jestem? Jakąś zagubioną dziewicą, która popłacze się, gdy znikniesz? Wiem czego chce i jak się to skończy. Widocznie właśnie na to mam ochotę.

Uznał więc, że wolno mu wszystko. Wzięli się za ręce i wyszli na ulice, gdzie nie krępowali się niczym para nastolatków po raz pierwszy odkrywająca pocałunki i niezdolna zapanować nad sobą w powtarzaniu tej nowej zabawy. A potem wybrali się dalej.

Jednak kiedy w środku nocy wrócił od niej do domu, poczuł się trochę jak drań. A ponieważ doszedł do wniosku, że nie zaśnie, jeśli o tym nie pogada, Pieszczoch prawdopodobnie dzieli z nim teraz niewyspanie po nocy zarwanej na gadaniu.

00:23, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 czerwca 2017

Trzydzieści pięć (albo coś koło tego) osób siedzi w niekoniecznie przestronnej sali. Rozmawiają po angielsku. Są głośni. Drażnią faceta, który po prostu chce pracować. Nakłada słuchawki na uszy, a gdy wychodzi z pokoju śmieje się. Bagatelizuje. A w jedynej toalecie z każdą chwilą coraz bardziej psuje się spłuczka. Ludzi w sali trochę drażni ciasnota, trochę jedyna toaleta, trochę lunch, który mógłby być lepszy. Trochę drażni ich fakt, że szkolenie naprawdę potrwa do osiemnastej, podczas gdy sądzili, że to tylko taki zapis w programie.

 

Ten od teledysku biega, poci się, czuje lewą nerkę bardziej niż by chciał. Też jest rozdrażniony. Stanem konta, wyzwaniem, jakie postawił przed nim kumpel chcący, by Tot wziął kredyt pozwalający mu ratować dom. Tym, że ostatnio śpi po cztery, pięć godzin na dobę, bo całe noce przegaduje z panną, która klnie, obiecuje mu bzykanie stulecia a potem popada w depresję. Tot wie do czego może to zmierzać i broni się przed tym. Ona też wie do czego może to zmierzać. I to sprawia, że Ten od teledysku trochę jej nie ufa. Jak trochę nie ufa kumplowi, który potrzebuje kredytu. Bo przecież siedzieli tydzień wcześniej w knajpce, rozmawiali, kumpel opowiadał o złych rzeczach, jakie go spotkały. I gdyby tylko Ten od teledysku nie wyłapał jego czujnego spojrzenia...

 

Złości, rozczarowanie, nieufność. Dorosłość, jakiej nie chcemy.

21:01, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 maja 2017

Przejście przez Rynek Główny i okolice nocą, gdy ma się w głowie kilka piw, przypomina spacer przez salę balową, na której ktoś wystawia kilkanaście obyczajowych spektakli równocześnie. Prześlicznie niedosiężne dziewczęta trzepoczą jaskrawymi bądź ciemnymi sukniami, ich oczy błyszczą - czy śmieją się, czy płaczą. Gromada dziewczyn w czarnych bluzkach odsłaniających blade jeszcze o tej porze roku ramiona krzyczy, trochę w złości, trochę w pijaństwie. Ich makijaże są równie ciemne jak stroje.

Pijani Anglicy okazują się tacy, jak zwykle. Ochroniarz taksuje wzrokiem i was i ich. Was prędko lekceważy - nie jesteście tak pijani, jak oni i nie próbujecie pchać się do strzeżonej przezeń dyskowni.

 

Ojcu i Ten od teledysku przedostają się wreszcie na Kazimierz, znajdują stolik w Czeskiej. Kelnerka nie jest pewna, czy szef przygotuje im tak późno serowy dodatek do piwa. Okazuje się, że szef jak zwykle idzie na rękę klientom. Wypijają piwo, drugie, trzecie. Zostawiają napiwek. Jest już po drugiej, ale Ten od teledysku nie chce kończyć tej nocy. Drzwi Punktu Docelowego są tak zachęcająco otwarte. Przy barze samotna duża ładna brunetka nie rozgląda się ale patrzy i widzi. Gdy zbierają się do wyjścia, zagaduje do Ojcu z zabarwioną nadzieją słodyczą w głosie. Ktoś stawia im dwie wódki. Wypijają je prędko i wychodzą.

"Leciała na ciebie" - rzuca Ten od teledysku. Ojcu mówi coś nieważnego w odpowiedzi, zaraz wsiądzie do taksówki.

Potem brama, podwórko, schody, dom, łóżko. Za oknem jaśnieje, ptaki śpiewają coraz zawzięciej.

15:27, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 maja 2017

A oto, jak mogło się to zacząć.

Niespodziewanie Ten od teledysku wpadł w oko dziewczynie,  która wygląda jakby urwała się z mangi. A ponieważ kobiety zwykle biorą sobie to, czego chcą, zwłaszcza gdy chodzi o facetów, to właściwie Tot jest już o włos od tego, by stać się drugą osobą w centrum swojego wszechświata.

Tyle, że równocześnie... Powiedzmy, że Ten od teledysku znajduje się w tej chwili w sytuacji, która nastolatkowi mogłaby się wydać najlepszą z możliwych. Pomiędzy dwiema pięknymi a dostępnymi kobietami. 

Tyle, że Tot nie jest nastolatkiem. Wolałby reagować świadomiej. I wolałby nie okazać się bucem wobec nikogo.

Co w sumie brzmi jak pragnienia dzieciaka.

22:39, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 maja 2017

I nagle zrobiła się dwudziesta

Jeszcze przed chwilą był poranek. Ten od teledysku próbował zakończyć piątkową pracę w sobotnie przedpołudnie usiłując się dodzwonić do faceta, o którym nigdy wcześniej nie słyszał. W końcu osiągnął sukces, choć trudno powiedzieć, żeby ktokolwiek był z tego zadowolony.

Potem zjadł śniadanie, zrobił zakupy i napisał wreszcie ten prolog do wspólnej powieści, za którą ma dostać całkiem ludzką zaliczkę, nawet po podziale na dwóch. 

A potem dzień minął mu na zamartwianiu się następnym dniem. Tym, w którym wsiądzie samolot, potem w drugi i poleci do miasta, do którego wcale nie ma ochoty lecieć. Kiedy podaje nazwę tego miasta, komukolwiek, choćby najbliższym kumplom, stukają się w czoło. Każdy chce tam pojechać. A już za cudze pieniądze...

To jest ten moment, w którym słowa przestają mieć znaczenie. Niech to szlag, nawet znajomość tak długa i dogłębna, że pozwala rozumieć się bez słów, nie ma znaczenia. I nawet Ten od teledysku staje czasem przed lustrem i pyta: "o co ci chodzi, chłopie? Wolałbyś siedzieć i pisać? No tak, właśnie to byś wolał. Ale jeśli wszyscy Ci się dziwią, to może właśnie z tobą jest coś nie tak?"

Słowami tego nie rozwiąże.

Ale gdyby tu, teraz, w tym samym mieszkaniu albo innym ale dostępnym była kobieta, spróbowałby podejść do niej, przesunąć palcami między jej włosami, potem niżej ku szyi, potem jeszcze niżej. I może udałoby mu się ją pocałować, najpierw w czoło, potem w czubek nosa, potem niżej i jeszcze niżej.

I, może, niepokój i niechęć i marudzenie i wątpliwość by zniknęły.

19:54, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 kwietnia 2017

Zwykle wracając z wyjazdów, z podróży do miast, w których nigdy wcześniej się nie było, w których spotykało się ludzie wcześniej niepoznanych, toczyło niespodziewane rozmowy, człowiek chętnie przegląda zdjęcia z tej podróży, wydobywa z pamięci najciekawsze chwile.

Dziś nie dzieje się żadna z tych rzeczy. Ten od teledysku wrócił ze służbowej podróży do Kijowa i pamięta tylko, że na niczym mu w związku z nią nie zależy. Podróżował z ludźmi, których przyjaźni nie pragnął, z którymi wspólnych tematów nie szukał. Przy okazji uświadomił sobie, że nie pragnie nowych bliskich znajomości. Może jego świat nie jest jeszcze pełen, ale jego poszerzanie uległo zwolnieniu.

Cóż, były w Kijowie knajpki warte wspomnienia, uliczki, po których dobrze się chodziło. I była jeszcze ta niesamowita brunetka. Ale nic z tego nie pobudza wspomnień. To tylko czas, który minął. Prawie pusty.

17:28, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 marca 2017

Czasem trochę kłuje go w okolicach serca, znów trochę przytył a próby zapobieżenia temu za pomocą biegania kończą się gwałtownymi protestami kolan. Ostatnio oznajmił Łacinnikowi, że absolutnie zakończą spotkanie rano, a potem przyglądał się jak tamten ucieka przerażony w okolicach pierwszej w nocy, zataczając się lekko. Wiedział, że nie ruszy jego śladem. Zamiast tego zamówili z Delonem po jeszcze jednym piwie, a potem ruszyli w niedługi spacer, który skończył się przy tym samym barze co zwykle podczas ich nocnych wędrówek. "Barmanka wyraźnie na ciebie leci" - oznajmił tam Delon, ale Ten od teledysku nie zauważył tego. Być może zbyt był zajęty mówieniem o tym, jak bardzo nie znosi jednej swojej pracy, lubiąc za to drugą.

A może po prostu "nie ma dla niego nadziei", jak oznajmiła (dosłownie za jego plecami) jedna z ciotek, gdy stał na cmentarzu, hen daleko, w okolicy, w której dwupiętrowe domy kosztują połowę tego, co klitka w mieście Tota. Trzy ciotki, które zapamiętał z dzieciństwa jako śliczne luzaczki smutniały nad grobem najstarszej ze wszystkich ciotek. Naokoło kuzynki Tego od teledysku płakały albo nie. Kuzyni marzyli o papierosach, a ojciec Tota wyglądał w ciemnych okularach o dizajnie zapożyczonym od Matroianniego jak mafiozo szukający śladów braku szacunku.

 

Na dole, w samochodzie na parkingu, marnowała się butelka whisky przywieziona przez ciotkę z Ameryki. Jej siostra potrzebowałaby jej bardziej. Płakała cały czas. A gdy objęła Tego od teledysku zdziwił się uczuciem przepełniającym jej gest. Długo tak stali, bo nie chciała go puścić, jakby był dla niej kimś ważnym. A przecież nie widzieli się od lat i był to tylko odruch kogoś zagubionego i zrozpaczonego, kto akurat trafił na odpowiednio szerokie ramiona.

 

Ale nie o tym wszystkim myślał Ten od teledysku, gdy stał na cmentarzu, nieopodal grobu zawierającego historyczne fałszerstwo, wśród mrowia nazwisk, z którymi był spokrewniony. To był pierwszy tak ciepły dzień tej wiosny. Wiatr miotał włosami żałobników i szarfami przy wieńcach. Kobiety były subtelnie piękne, mężczyźni dostojni. Niezwyczajnie trzeźwi grabarze okazali się ludźmi zatroskanymi o wierność lokalnym obyczajom. Gdy trumna spoczęła w grobie, pojawiły się pierwsze szepty przełamujące powagę. Ktoś się uśmiechnął, ktoś zapalił papierosa, ktoś zaczął wspominki i ploteczki. Jedna z ciotek zaznaczyła, że chyba już nie ma szans, by zatańczyć na weselu Tota.

A on myślał wtedy o pracy. Wiecie, co to znaczy. Musi ją zmienić.

23:20, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21