RSS
piątek, 07 listopada 2008
13 i 14 lutego 1945 roku 1116 amerykańskich i brytyjskich samolotów zmieniało uparcie, bezlitośnie i skutecznie miasto Drezno w pełne gruzów piekło.  Ten od teledysku czasem zastanawia się co o tym myśleć. Powinien być może współczuć, być może przeżywać, być może oburzać się, ale jakoś nie potrafi. Może brak mu czegoś, jakiegoś kawałka serca, mózgu lub DNA, jakiegoś fragmentu chrześcijańskiego sumienia, sekund lub lat odpowiedniego wychowania, szczypty człowieczeństwa? A może czegoś ma w nadmiarze? Może przedawkowano mu wizje wojny - rozstrzeliwywanych jeńców i cywili, dzieci płonących w zamkniętych stodołach i szkieletów w dołach zasypywanych wapnem? Z jakiegoś powodu, gdy próbuje sobie wyobrazić Drezno, nie widzi kryjących się po piwnicach matek, lekarzy przebijających się przez zatopione w grozie bombardowania ulice na pomoc rannym, zagubionych dzieci i staruszków z tych, co to z światłem w oczach wspominają jak zakochali się po raz pierwszy. Zamiast nich wszystkich widzi Niemców, którzy jego zdaniem dostali to, na co zasłużyli. Ułamek tego horroru, jaki zafundowali innym.
Są jednak i byli ludzie, którzy widzieli to inaczej. Niektórzy przeżyli bombardowanie wraz z Niemcami. W Dreznie znajdowali się bowiem jeńcy i coś, co nazywa się "robotnikami przymusowymi", bo to łagodniejsze od "niewolników". Wśród nich znajdował się facet, który czas jakiś później miał napisać "Rzeźnię numer pięć" i jeszcze parę innych powieści, które zrobiły karierę. Trzymajmy się jednak "Rzeźni...". To właśnie tam co i rusz powraca ten zwrot: "zdarza się". Ktoś kiedyś nawet policzył ile razy. Może nawet zrobił to i Ten od teledysku? Nie pamięta.
Ostatnio siada czasem, przymyka oczy i próbuje wyobrazić sobie to piekło, ten ogień, tą śmierć, grozę. Nie umie, oczywiście, ale myśli, że to musiało wywrzeć na młodym Vonnegucie straszliwe wrażenie, wycisnąć na nim piętno, po którym nieco zimne, nieco cyniczne i bardzo tragiczne w sumie "zdarza się" nabrało mocy, ale i oddało cały smutek faceta, któremu tony bomb zawaliły się na głowę, rujnując światopogląd i jasny podział na dobro i zło, z oprawców i wspólników zbrodni czyniąc ofiary, z rycerzy światłości zaś zabójców.
I stając na tle tych myśli, Ten od teledysku nie pojmuje jak i dlaczego jemu, którego nigdy nie spotkało nic choćby w mikronie przypominające tamto zdarzenie, coraz częściej zdarza się kwitować kolejne wydarzenia jakże podobnym zwrotem: "bywa i tak".
"Zdarza się" wykuto w ogniu. "Bywa i tak" po prostu pojawiło się na ustach Tego od teledysku i ku jego zawstydzeniu jest równie uparte, co szczere.
20:20, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »