RSS
poniedziałek, 29 listopada 2010
Śnieg zachowuje wspomnienie bieli nawet gdy zapada już zmrok. Ten od teledysku patrzy na niego z radością, bo zawsze cieszy się z śniegu, nie tylko z tego pierwszego. Myśli o tym, że dziś należy, być może, do nielicznych, którym bardzo podoba się taka pogoda (przedzieranie się przez śnieg choćby i po kolana też lubi, jedna z najszczęśliwszych chwil w jego życiu to właśnie taki marsz którejś zimy w Gorcach). W każdym razie w pracy wszyscy byli dziś wściekli na śnieg i pogodę. I na ten mróz, który tak lubi. Ten od teledysku patrzy więc na śnieg i może nawet czuje się w jakiś sposób wyjątkowy?

Szałapach patrzy na śnieg i myśli o spadaniu z dachu. Chciałby je pamiętać i denerwuje go, że tak nie jest.

Gdyby byli dziećmi po prostu wybiegliby na śnieg, wytarzaliby się w nim, poobrzucaliby się nim i może nawet coś by z niego ulepili - bałwana, albo wieżę (możliwe, że bałwan przyjąłby kształt wieży) albo i fortecę. Wróciliby do domów przemoczeni o dłoniach tak przemarzniętych, że skóra paliłaby na nich jak od żaru.
16:56, tenodteledysku
Link Komentarze (1) »
środa, 24 listopada 2010
Kobieta Szałapacha, ta szatynka obdarzona dodającą uroku szparą między zębami, uśmiecha się ustami pomniejszej gwiazdy filmowej ilekroć widzi Tego od teledysku. Sądzi, że ów coraz mniej młody mężczyzna sprowadzał Szałapacha na dobrą drogę. W przypływie dobrego humoru powiedziała mu, że rozpoznaje go z daleka po uśmiechu. Że najpierw jest uśmiech a potem, za nim, Ten od teledysku. Ten od teledysku oczywiście uśmiechnął się w odpowiedzi. Zastanawiał się przy tym ile mięśni pracuje przy takim uśmiechu i czy towarzyszące mu ciepłe emocje mogą wywołać przyspieszone bicie serca. 

Szałapach kołysał się na ciężkim krześle i nie patrzył na nich, ani ich nie słuchał. Potem nalał kobiecie wina, a sobie i Temu od teledysku wódki. Skończyło się na jednym kieliszku, bo już trzeba było iść. Ten od teledysku poczłapał do domu, gdzie dał się pogryźć psu, przegryzł coś bez smaku przepijając to gorącą herbatą z torebki. Wciąż zastanawiał się nad uśmiechem i nad energią jaką spalał przy nim. I nad tym jak bardzo bywa odruchowy i jeszcze czy to dobrze, czy niekoniecznie. Tak jak ręka wyciągnięta do nieznajomych, odpowiednio ułożone miłe słowa i próby zrozumienia cudzych zdań i myśli. Zadowalająca kołysanka na całe życie.
22:33, tenodteledysku
Link Komentarze (1) »
niedziela, 07 listopada 2010
Czasami Ten od teledysku przestaje lubić sam siebie. Wydaje mu się, że patrzy na siebie z boku, tak, jak mógłby patrzeć nań kilku a może kilkunastoletni chłopiec, którym kiedyś był i który innego siebie zaplanował sobie na przyszłość. To może dziać się w różnych chwilach i z różnych powodów. Czasami mówi sobie: "tak właśnie powinno być, nie robię tego bez dobrego powodu". Czasami nie mówi nic, bo albo sobie tego nie uświadamia, albo uznaje, że tak po prostu bywa. Czasami myśli, że godzenie się ze swoimi wadami to pewien rodzaj starości, a czasami, że to właśnie jest odnajdywanie sobie miejsca we wszechświecie. 
Tak, czy owak, koniec końców opada nań chandra. Ma wtedy ochotę skasować wszystkie kontakty w telefonie i skasować wszystkie swoje nicki i wszystkie swoje miejsca z sieci, jakby odcinając się od znajomych mógł odciąć się od tego, czego w sobie nie lubi. To tylko zabawa, bo przecież zawsze odkrywa daremność takich zastępstw. Bierze prysznic, zjada śniadanie skomponowane na ulubiony sposób, albo przeciwnie - pospiesznie byle jakie. Ogląda kiepski film. Zdaje sobie sprawę, że za godzinę, za dzień już nie będzie tak się czuł i tak myślał. I choć nie wie, czy to dobrze, czy źle, nieśmiało cieszy się na myśl, że może wreszcie uda mu się jakoś wykorzystać to doświadczenie.
10:34, tenodteledysku
Link Komentarze (2) »