RSS
czwartek, 26 kwietnia 2007


           
Niespodziewanie odwiedził Tego od teledysku Piotrek Skandynaw. Jak przystało na człowieka nowoczesnego, najpierw zadzwonił.

            - Czy pan mnie jeszcze pamięta? – zapytał – Byłem u pana. Już dwa razy.

            Ten od teledysku pamiętał.

            - Ależ oczywiście! – zawołał – Raz o siedemnastej i raz trochę po.

            - No właśnie! – roześmiał się Piotrek, bo były to dwa razy, kiedy zadzwonił, że już zaraz będzie i nie przyszedł.

            Tym razem było inaczej, ale też przyszedł nie do domu Tego od teledysku, ale do pracy, miał bowiem sprawę poważną i zawodową do załatwienia. We dwóch udali się na poszukiwania osoby kompetentnej, a konkretnie do pokoju Słodkiej, która wprawdzie nie wie zbyt wiele, niemniej powinna. W każdym razie zawodowo.

            W rzeczonym pokoju (klatka A, potem w lewo i schodami F ku korytarzowi C/1, ślicznie odremontowanemu) nie siedziała dziś Słodka, tylko Czerń, którą spotkali z Piotrkiem, gdy wyszła na chwilę zapalić papierosa.

            - Miałem cię właśnie spytać, czy macie tu jakieś fajne dupy, ale widzę, że już nie muszę – uśmiechnął się Piotrek na jej widok.

            Nieco później przyszła Jasna. Poinformowała Tego od teledysku, że Rudy będzie w sobotę i jakoś wtedy będzie też Okay, który stanowczo zażądał, by dziecko Jasnej i Rudego przyszło na świat właśnie wtedy, gdy on będzie z nimi pił.

            - Ten Okay? – uniósł brwi Piotrek przyciągając spojrzenie Jasnej.

            - Ten – skinął głową Ten od teledysku. – A to jest żona „tego” Rudego. Jasna, Piotrek, Piotrek – Jasna

            - Miło mi, niestety nie znam…

            - Rudy zna – zapewnił ją Ten od teledysku. – Ale jego pytaj raczej o Skandynawa.

            - A! Skandynaw! – rozjaśniła się. – To słyszałam!

            Teraz dla odmiany zdziwił się Piotrek. I zaraz zastanowił, co takiego mogła o nim słyszeć.

            A kiedy niedługo potem wyszli, zapytał o Czarną, co nasunęło Temu od teledysku podejrzenie, że spodziewanego ślubu Piotrka i pewnej Nieznajomej może jednak nie być. Nie zapytał jednak o to. Zamiast tego zrecenzował Czarną:

            - Potrzebuje mężczyzny.

            - No, to zauważyłem! Szybko nauczyłem się zauważać takie rzeczy.

            - Ale ona potrzebuję natychmiast i na zawsze.

            - A-acha. No tak. Jest już po trzydziestce, prawda?

            - Jakoś tak.

            Pobzdurzyli jeszcze trochę, aż wreszcie, stojąc na tle rozkopanej ulicy, Piotrek zadał pytanie, które nosił w sobie od pierwszego nieodbytego spotkania.

            - Masz jeszcze kontakt z Dziką?

            Cóż, jedne kobiety zostawiają w nas ślad na całe życie, inne warte są co najwyżej „acha”, bo dostrzegamy w nich przede wszystkim, jeśli nie jedynie, rzeczy oczywiste. Paskudni faceci.

            (środa, 25 dzień kwietnia, kiedy większość myślała już głównie o długim weekendzie, a Ten od teledysku o zbliżającej się wypłacie, aż z wrażenia, za przedostatnie złotówki kupił sobie dwa pączki)

00:34, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 kwietnia 2007

Tego wieczora Ten od teledysku przypomniał sobie, że od czasu do czasu każdemu może zdarzyć się moment słabości. Można takiemu momentowi pofolgować, można zacisnąc mu pasa, albo odwrócić od niego wzroj, jak odwraca się spojrzenie od żebraka, zaklinając swoje myśli dowolnymi wytłumaczeniami cudzych i własnych losów.
W pezypadku Tego od teledysku moment słabości nie wiązał się, jak to zwykle u niego, z niczym konkretnym. Szczśliwie poukładane życie nie przywodziło wspomnień ani szczególnie dotliwych klęsk, ani wyjątkowo porywających triumfów. Ten od teledysku przerzucał powoli, starannie dawkując pośpiech i niecierpliwość, kartki pamięci i nie odnalazł nic, do czego mógłby podczepić swój moment słabości. Trochę go to zirytowało.

Aż wreszcie pomyślał o siekorkach. I to chwyciło.
Siekorki, będące tym wszystkim, czego nie wymyślił i nie poukładał przysiadły na parapecie i przygladały się jak zasypiał. Szczerze zdumione ściszonym gwarem rozprawiały o tym, jak to niezwykle się komuś przydały tej nocy.

Ten od teledysku zasypiał, marząc by i z nim bywało czasem tak, jak z siekowrkami. Trochę go ta myśl uspakajała, a trochę wzbudzała w nim niepokój. Uznał, że będzie musial porozmawiać o tym mimowolnym byciu przydatnym z Szałapachem.
I aż prawie wyprostował się gwałtownie, gdy przypomniał sobie, że Szałapach wyjechał w ostatnim przedświątecznym dniu szukać żony. I nic nie powiedział, kiedy wraca.
Spłoszone siekorki zerwały się z parapetu i poleciały diabli wiedzą gdzie. Co oznaczało, że mogą spotkać Szałapacha znacznie wcześniej, niż Ten od teledysku.

00:33, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »