RSS
niedziela, 25 kwietnia 2010
Na początek przyszedł kuzyn.
Położył siatkę, zabrzęczały butelki, usiadł.
Zaczął opowiadać.
Najpierw o tym, jak odkrył, że jest patriotą.
A było to tak:
Stał, jak co weekend przy swoim stoisku na giełdzie i żył jak zawsze, aż wybiła godzina dwóch minut w ciszy i bicia Dzwonu Zygmunta. I rzeczywiście, ucichli wszyscy prócz jednego giełdziarza. Kuzyn podbiegł do niego i "wypłacił mu z liścia" bo to, doprawdy, niemożebne, żeby ludzie nie czuli żałoby. "Młodzi pewnych rzeczy nie rozumieją" - oznajmił kuzyn, młodszy od Tego od teledysku o lat naście. - Trzeba im to uświadamiać.
Gwoli sprawiedliwości dodam, że nieszanujący ciszy sprzedawca usprawiedliwiał się, że zachował się niegodnie, gdyż odpowiadał na natarczywe zapytania klienta. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności kuzyn wstrzymał się od dalszej edukacji i klient ocalał.
Kuzyn siedział u Tego od teledysku na tyle długo, by Szatan i Rudy zdołali się do Tota dodzwonić i oznajmić, że zbliżają się do knajpy w jego okolicy i że mają nadzieję, że do nich dołączy. Jakże mogły się potoczyć wypadki tej nocy? Ululany alkoholowo kuzyn poszedł spać, a Ten od teledysku, który nie próbował dotrzymać mu kroku, wyruszył na spotkanie kolegów z dawno ukończonego liceum.
Czasami śnią nam się rzeczy niezwykłe, a czasem śnią się nam nawet cuda. Różnie je sobie wyobrażamy, choć marzenia mężczyzn potrafią być monotonne. Niemniej, zdajemy sobie sprawę z ich niskiej potencjalności i tylko nieliczni z nas naprawdę  liczą na cud, który sobie wyobrażają. Dlatego kiedy przecudnej urody (wiem co piszę) brunetka stanęła przed stolikiem Tego od teledysku, ledwie on zdążył tam usiąść, i spytała, czy może się przysiąść, nasz bohater wiedział, że to pomyłka, żart losu. Kiedy jednak zagajając rozmowę, poruszyła temat, który zahaczał o jeden z jego zawodów, zarzucił bluźnierczy brak wiary w cuda i zajął się nawiązywaniem znajomości.
Wiele, wiele godzin później, kiedy sobota była w pełni rozkwitu, Ten od teledysku nie tylko odkrył, że przenocował Rudego, ale zrobił nawet śniadanie sobie i (cztery godziny później) przebudzonemu Rudemu. Pogadali i byli pewni jednego - dziś nie imprezują.
Trzy piwa później wylądowali z Szatanem i Asą - dziewczyną Kołodzieja - w lokalu o nazwie "Opium". Zawładnęli nim ludzie nieco zbyt młodsi od nich, którzy pląsali pomiędzy mało estetycznymi rurzyskami do rytmu melodii zza oceanu. Wszyscy oni musieli najwyraźniej czcić czyjś zgon, ponieważ bez wyjątku ubrani byli na czarno. Miła oku brunetka w czarnych spodniach z materiału udającego skórę owijała się w okół chłopca w czarnej koszuli.W tle dziewczyny w czarnych bluzkach, spódnicach i kusych sukienkach pląsały mniej lub bardziej erotycznie z partnerami, lub bez nich. Miewały koronki, miewały ramiączka i nawet wyzywające ekstrawagancje krawieckie czasem przebijały poprzez ich pląsy. I wszystko było czarne. Ten od teledysku i jego znajomi uciekli od nich czym prędzej. Zbliżała się druga w nocy i Ten od teledysku zaczynał oswajać się myślą o zapadnięciu w sen.
I wtedy Asa oznajmiła, że wieczór dopiero zaczyna się kończyć. Że "idą na tylko jednego drinka do Pięknego Psa i na tym koniec".
Ten od teledysku oznajmił na to, że "Sorry, ale on wraca do domu".
Niespełna pół godziny później, w Pięknym Psie, wytrzymali atak wypuszczanego z butli sprężonego powietrza, przebili się do baru i nawet prawie uniknęli kolejnych odzianych przede wszystkim w czerń pokus ( co jest z tymi kobietami?) - wyjąwszy Szatana, który potknął się o spojrzenie zaokularnionej blondynki nie w jego typie, ale ślicznej. Dwie godziny później, kiedy sowy i nietoperze położyły się już spać, Ten od teledysku przebił się przez rozpląsany tłum do toalety. Wytrzymał pierwszeństwo sympatycznej drobnej brunetki. Następnie przepłynął wpław przez jezioro, w którego pochodzenie wolał nie wnikać, ku oskalpowanej z wszelkich elementów plastiku muszli. I dopiero smutny widok porzuconego paska od spodni owijającego się wokół bieli muszli wzbudził w nim prawdziwy niepokój. Pogodziwszy się jednak z faktem, że musi sprostać wyzwaniu, które zatrwożyłoby Tony Halika, dokonał dzieła i wrócił na salę w chwili odpowiedniej ku temu, by piękna blondynka podrywana od co najmniej dwóch godzin przez Szatana przedziwnym a trudnym do wytłumaczenia zbiegiem okoliczności, dała mu swój numer telefonu. Potem Szatan i Asa zniknęli, blondynka dała sobie postawić drinka, by oznajmić, że nie jest tak rozrywkowa, jak Ten od teledysku i Rudy myślą, a dziewczyna wyłamująca się czerwoną spódnicą spod niepokojącej żałoby obowiązującej tej nocy w krakowskich lokalach, uczepiła się ramienia Tego od teledysku wykrzykując mu prosto w ucho kuszące zachęty. Wreszcie i Rudy i Tot umknęli. Jakże zaskoczył ich świtem perfidny świat! Jakże skonfundował on Rudego! Na nic zdały się namowy Tego od teledysku, by wyruszyli jeszcze pod wieżę telewizyjną, na wzgórek, gdzie przed cudowną zasiadłwszy panoramą miasta mogli przywitać dzień jeszcze jednym piwem. Zmęczenie Rudego pokonało ich obu.
Gdy więc wreszcie wstał dzień, Ten od teledysku spróbował powtórzyć sobie wszystko, co zapamiętał. I dziewczynę o powolnym spojrzeniu i rysach ciętych, jak antyczne posągi i piękniejszą od niej ciemnoskórą szatynkę o kręconych włosach daremnie próbującą zdobyć faceta, którego brakowi gustu Ten od teledysku zdumiewał się przez część wieczoru. Ale przede nie mógł się nadziwić tej chaotycznej plątaninie chwil od wrażenia do wrażenia, od słowa do słowa, które nie narosły żadną sensowną rozmową, od gestu do gestu i od żartu do żartu. Mówiąc krótko  - od mozaiki wszystkich tych drobiazgów, które mogą, ale nie muszą wzrosnąć w coś więcej, których nawet nie zauważamy, bo popełniamy je mimochodem, bagatelnie, niemal dla żartu, a które są nami być może wcale nie mniej od tego, co dokonujemy znacząco. 

07:31, tenodteledysku
Link Komentarze (4) »
piątek, 23 kwietnia 2010
To było naprawdę dawno temu, tak w skali lat, jak i pamięci. Wiele zapomniano pomiędzy tamtą chwilą a tą. 
Wtedy słońce przygrzewało łagodnie, wiał lekki wiatr i dobrze się niosły głosy po górach. Chciałbym móc powiedzieć coś o tym jak ubrany był Ten od teledysku, kto towarzyszył mu w podróży i w którym dokładnie miejscu przysiadł na krótki odpoczynek. Byłoby pięknie móc tak dokładnie pamiętać wybrane fragmenty życiorysów. Niestety pamiętam tylko tę zabawną chwilę na szlaku w górach, kiedy pogoda uśmiechała się do turystów i można było oddychać pełną piersią, położyć się plecami na trawie i gapić się w niebo spod na wpół przymkniętych powiek, zajadać z jedynym takim smakiem kanapkę popijaną herbatą z termosu, rzucić się pod las, w cień drzew, w poszukiwaniu borówek zwanych też zupełnie inaczej hen, na równinach. Spośród tak wielu zacnych możliwości, Ten od teledysku nie wybrał żadnej. Rozsiadł się na łące, jak sądzę oparł o kamień, a może usiadł po turecku i zaokrąglił plecy w pochyleniu. I czytał.
Tamtej polany już nie ma w ten sposób. Inaczej rośnie na niej trawa, drzewa wzrosły i inaczej kładą na niej cień, ktoś może postawił tam tablicę wyliczającą rośliny i zwierzęta, jakie można spotkać w okolicy. I Ten od teledysku jest już nie ten i autor artykułu, który wtedy czytał, też zdążył się wiele razy zmienić. Upłynęły lata i kobiety, urosły dioptrie u okularników, zburzono i zbudowano wiele domów. Wiele chwil roztopiło się w czasie i nawet tamta na hali wydawała się przepadłą. A jednak wróciła niespodziewanie, gdy Ten od teledysku znalazł wieczorem na skrzynce wiadomość od nie takiego samego, a jednak tego autora artykułu, który czytał kiedyś na hali, gdy jeszcze prawie był brzdącem.
"Nie podoba mi się twoja literatura, ale podoba mi się twoja publicystyka" - napisał nie taki sam autor. - "Pisz dla mnie". 
Dzieciak schodzący z góry i mężczyzna niedługo przed zaśnięciem na jeden moment, kilka ulotnych sekund, spotkali się w pętli czasu, ugięciu wszechświata. Mężczyzna patrzy na chłopca. Chłopiec nie widzi mężczyzny, ale może przeczuwa go, bo kto pamięta, czy wtedy, na szlaku nie pomyślał właśnie, że chciałby kiedyś otrzymać takie zaproszenie.
To wystarczy mi na dziś.

01:03, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 kwietnia 2010
... i ci zupełnie nam obojętni, żyją przecież wkoło nas. U tych, których nie lubimy skłonni jesteśmy dostrzegać przede wszystkim wady, tak jak Szałapach widział kiedyś wyłącznie wady w swojej byłej żonie, a Ten od teledysku widzi przede wszystkim wady u większości polityków. Od dnia do dnia żyjemy między nimi i ani nam w głowach dostrzegać uroki ich słabości, czy jakieś lepsze cechy. Świat jest znacznie łatwiejszy, gdy odpowiednio i kategorycznie go sobie poukładamy. 
A potem przychodzi katastrofa i nasze mózgi zaczynają pracować jakoś inaczej. Serce wbija się w wygodne postrzeganie świata i o ile ze zmartwienia nie zrobimy sobie zastępczej kołderki do ułagodzenia sobie miejsca w świecie, mamy okazję popatrzeć na świat nieco inaczej. To cenne chwile, choć wzbraniam się nazwać je "dobrymi".
Ten od teledysku przyszedł więc do Szałapacha, żeby pogadać, ale ten pokręcił tylko głową. Ten od teledysku wyjął butelkę wódki, ale Szałapach znów pokręcił głową, bo to nie czas na wódkę.
Siedzą więc obaj i patrzą na świat nieco inaczej. Wiedzą, że to zgaśnie, że powszedniość zadepcze te chwile, zasypie je tysiącami codziennych drobiazgów i niedrobiazgów, z którymi będą się użerać, może już od jutra. Ale na razie mają tę rzadką szansę, by choć spróbować być nieco innymi i mieć nadzieję, że choć część tej zmiany uda im się zachować. Choćby to odkrycie, że nawet ludzi, których nie lubimy, lub których zwyczajnie nie zauważamy, może nam być żal, że może nam ich zabraknąć, że mogą wstrząsnąć nami swoim życiem lub śmiercią. I może jest to mocniejsze nawet zrozumienie, może mówi nam o nas coś więcej, niż te chwile, kiedy wstrząsają nami śmierci tych, których lubimy i cenimy. Może właśnie poprzez tych innych, odrzucanych i nielubianych na co dzień, a teraz nagle jakoś bliskich, nagle cennych, możemy bardziej dostrzec ludzi i siebie pośród nich.
Przynajmniej przez jakiś czas.
10:57, tenodteledysku
Link Komentarze (1) »