RSS
wtorek, 26 kwietnia 2011
- Czasem przychodzą do ciebie słowa - oznajmił Szałapach butelce białoruskiej wódki, w trzech czwartych pełnej. - Niektóre są zaskakująco przyjazne. To takie słowa, na które boisz się czekać, które otwierają Ci drogę do ciebie takiego, jakim chciałbyś być. Niosą światło. Bo światło to jest zobaczyć, że ktoś patrzy na ciebie jak na człowieka stojącego w świetle. Wtedy podnosisz głowę. I to może być błąd.
Trzymał tą butelkę w lodówce od chyba roku. Otworzył ją raz, gdy uznał, że kieliszek wódki pomoże mu w trawieniu. I potem drugi i trzeci raz z tego samego powodu.
- Czasami - oznajmił butelce pustszej o jeden kieliszek - przychodzą do ciebie inne słowa. Te są bardziej spodziewane, choć mniej oczekiwane. Wtedy opuszczasz głowę i to na pewno jest błąd.
Dwa kieliszki później on i butelka przypatrywali się sobie bez słowa.
- Spadanie z dachu robi czasem coś dziwnego z człowiekiem - odezwał się. - A kobieta, którą pozna się w efekcie takiego upadku, zresztą, jak każda kobieta, robi coś dziwnego, niespodziewanego, z człowiekiem zawsze. A jeśli chodzi o słowa i położenie głowy, to trzeba robić na odwrót. Dokładnie na odwrót.

Ponieważ Ten od teledysku uparcie nie przychodził oblać przesiedlania, zakręcił już w połowie opróżnioną butelkę i schował ją na powrót do lodówki.
Potem długo stał przed lustrem i ćwiczył ułożenia głowy.
20:28, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
"To wszystko bardzo zabawne" - mówi Ten od teledysku, ale właściwie nie mówi, a cedzi przez zaciśnięte zęby, jakby to, co go niby tak bawi, równocześnie bolało go każdą wyciskaną głoską. Niemniej ma, oczywiście, rację.

Wiadomość grzechotała od tygodni, a nawet można by czas jej życia liczyć już w miesiącach. Coś było na rzeczy w plotkach i szeptach, w litościwych bądź zalęknionych spojrzeniach, a nawet w tych kipiących od politowania. 

Najpierw przesiedlono sąsiadów. Tak zdecydowała ruletka, nie ma co doszukiwać się tu racjonalnych przyczyn. Tetka trzymająca ostatnią wachtę jeszcze spojrzała na Tego od teledysku z cichym gniewem, resztą dogasającego buntu i nim odeszła oświadczyła: "To dopiero początek, za was też wkrótce się wezmą". Skinął jej głową, zupełnie bez refleksji, lekko, jakby bez żadnej myśli, bez emocji, może nawet bez czucia. Ona poszła, a on patrzył jak zmienia się po niej pokój.

Nie ma przed tym ucieczki - pomieszczenia nasiąkają nami, a my nasiąkamy nimi. Ten od teledysku nie miał okazji by obserwować Tetkę, przypatrywać się, jak odparowuje z niej obecność opuszczonego pokoju. Patrzył więc, jak w pokoju taje obecność ludzi, którzy w nim siedzieli od lat dwóch, może trzech; niektórzy krócej. Biurka wyrwano z korzeniami i przesunięto, zniknęły te brzydkie szafy, które nie wpisywały się w ogólniejszą estetykę. Jeszcze zerwano plakaty, choć pozostawiono tablicę korkową i nawet jakieś śmiesznostki na niej. Reszta zniknęła i nagle nie było już choćby wspomnień po minionych ludziach.

Tak samo będzie i tym razem. Tyle, że Ten od teledysku już od dawna stara nie angażować zbyt siebie w miejsca, które nie zależą od niego. Nie czuje więc żalu ani gniewu; przeprowadzka uchwalona w kuluarach firmy wydaje mu się neutralną zwyczajnością. W pracy nie jest sobą, nic z siebie pracy nie oddaje, poza ostrożnym obowiązkowym a fałszywym zaangażowaniem - nie należą do siebie nawzajem. Nawet bezosobowość działań nie robi na nim wrażenia, wszystko odbywa się na poziomie pism i maili. Jedno, co go gniewa, to irracjonalność tych działań, zuchwała rozrzutność marnowania energii. Bo wszystkie przesiedlenia mają swe źródło w czyimś zachceniu, rozgrywaniu znajomości, chęci i niechęci. I prawdę mówiąc są zupełnie niepotrzebne. No i złość go targa, że wciąż, choć przesiedlenia zaczynają się jutro, nie wyznaczono nowych miejsc pod ich pracownicze osadnictwo. Nie spełniono minimum warunków przyzwoitości. To budzi złość, ciemną energię buzującą pod czaszką i napędzającą serce do szybszego rytmu. I ten dobosz furii gna wzburzoną krew żyłami, wprowadzając ciało i umysł w dodatkowe podniecenie. Komuś się oberwie, albo przynajmniej krok do domu będzie żwawszy, albo jakieś zaniechanie, jakiś niedobry gest znajdą usprawiedliwienie w tej złości.

Odchodząc Ten od teledysku nie obróci się, by spojrzeć na to, co po nim zostało, bo nie zostanie po nim wiele, może nawet nic. I pokój, który opuści nie zostanie w nim zbyt długo. Skinie głową kombatanckim wspomnieniom kolegów, którzy już teraz nie mogą odżałować zmiany, bo tak wypada.

Jest w bardzo wygodnej sytuacji, odkąd o nim piszę. Sporo przeżywam za niego.
13:24, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 kwietnia 2011
Święta Wielkiej Nocy są stanowczo zbyt ciche. Choć supermarkety robią co mogą ogłaszając sezonowe obniżki na spodnie, sukienki, na kiełbasy i szynki, choć pulchne króliki wciskają się gdzie tylko mogą wygryzając stopniowo pluszowymi zębami kurczaki z wystaw, choć same kurczaki jeszcze tulą się do coraz mniej zrozumiałych baranków, których nikt chyba nie odważył się jeszcze upluszowić, choć kolorowieją pisanki, na których czasem dostrzegamy święte słońca, jednak Święta Wielkanocne są ciche. Nie podarowano im kolęd, by mogły nieść swoją sławę od północy hen, po porankach, południach i wieczorach. Nie grają im dzwonki, nie pękają opłatki. Co chyba najbardziej zatrważające - nie wręcza się w nie prezentów. Niejedna już chyba marketingowa głowa posiwiała przy tym ze zgrozy. Choćby nie wiem ile wyprodukowano pluszowych królików i kurczaków, na nic to wszystko, skoro nie ma obyczaju wręczania ich w prezencie.

W dodatku ten post! Owszem, jak należy, nadejdzie po nim festiwal obżarstwa. Ale mimo wszystko - post? Naprawdę? To ani prezentów nie ma, ani jeść ile dusza zapragnie nie można? Tańczyć nie można? Grać, śpiewać - bawić się po prostu nie można? Gdzie w tym zysk, gdzie w tym sens?
Na szczęście potem przychodzą odpusty, targi i dyngusy. Będą pękać balony, trzaskać pukawki, piszczeć dziewczęta oblewane wodą przez rozkrzyczanych wesoło chłopaków.

Ale to potem.

Najpierw będzie cicho. Stanowczo zbyt cicho jak na te czasy, czy myślimy o kalendarzu jak o cyferkach poupychanych w kratki tabelek, stojących rzędem jak poborowi czekający na przeminięcie, czy jak o przechodzeniu od dnia do dnia ku kolejnym celom, czy jak o cyklu wydarzeń powracającym wciąż, odtwarzanym i posiadającym znaczenie. Dla wszystkiego tego zapadnie cisza, choćby tylko na chwilę, gdy staniemy sami obok harmidru, obok życzeń nad jajkami z chrzanem czy bez, obok symboli, czytelnych i nieczytelnych, obok gestów, rozumianych i nierozumianych, obok rytuałów, świętych i nieświętych. Na sekundę, może ciut więcej, może ciut mniej, zapadnie cisza. 
Z niej dopiero można wyjść w światło.

13:09, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 kwietnia 2011
Spotkania z statecznymi mężami i ojcami bywają niebezpieczne, ponieważ znaczna część statecznych mężów i ojców od czasu do czasu czuje potrzebę imprezowego odreagowania swej stateczności.
Efektem może być cokolwiek zmęczona niedziela oraz seria niepokojących zdjęć i filmików na komórce.
12:30, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »