RSS
piątek, 30 maja 2008
"A wiesz,że Objazdowe nieme kino było o stanie wojennym?" - zapytał Szałapach, gdy siedzieli w samochodzie naprzeciw policyjnej suki, a gliniarze przyglądali im się z ostrożną podejrzliwością.
Ten od teledysku nie wiedział. Wsłuchując się w wersję z pierwszego po stanie wojennym koncertu, odpowiedział więc:
"To zabawne, że pisali piosenkę o stanie wojennym, a wyszedł im najbardziej uniwersalny kawałek w repertuarze".
Szałapach zgodził się z nim i byliby się zamyślili nad krętymi drogami natchnień i wynikających z nich artystycznych spełnień, a może nawet nad przeznaczeniem i miejscem sztuki w dowolnej ogólnej koncepcji, ale skończył się kawałek i nastrój.
Szałapach wyłączył odtwarzacz i zapuścił silnik.
"Mam sobie sporo do zarzucenia" - odezwał się Ten od teledysku nim ruszyli.
"Ano"
"Martwi mnie, że mogę czerpać satysfakcję z tej refleksji, że mogę doszukiwać się pocieszenia w świadomości własnych słabości".
"Za dużo się zamartwiasz" - ocenił Szałapach i ruszyli przez most.
22:40, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 maja 2008
To było tak:
Z okazji nadchodzącego czerwca Szałapach spakował się i wyjechał w jakieś miejsce, w którym mógłby przeczekać swoje urodziny. Zabrał ze sobą plecak Tego od teledysku, namiot jego siostry, epigaz kogośtam, sfatygowaną karimatę rodem z NRD, zdolną odeprzeć atak dywizji pancernej, lub służyć za dach podczas gradu, ale nie nadającą się do spania, trochę żarcia i nic do picia, bo "nie ma takiego miejsca na ziemi, w którym nie znalazłby się monopolowy".
Tego od teledysku nie zabrał. Wcisnął mu tylko do ręki połowę swojego urodzinowego cygara i dokładnie wyjaśnił, kiedy powinno ono zostać zapalone.
W ten sposób, niespodziewanie, Ten od teledysku został sam. To ważne i niebywałe. Wygląda wręcz na spisek wszystkich cząsteczek wszechświata albo sztański plan czegoś nieprzypadkowego.
Bo właśnie teraz Ten od teledysku potrzebowałby kogoś, kto szarpnąłby go za ramię, popchnął, w ostateczności choć podłożył nogę, lub ostrzegł wściekłym warknięciem.
Osamotniony Ten od teledysku stoi naprzeciw rozpędzonego wszechświata. A ten nie próżnuje.
Najpierw zadzwonił telefon. Za jego pośrednictwem w plany Tego od teledysku wkradły się podstępne forpoczty potencjalnych spełnień marzeń. Ten od teledysku stawił im czoła. Wziął się za bary z zaskakująco sprzyjającą rzeczywistością. Ale wtedy wszystko potoczyło się szybciej.
Niespodziewanie uwiedziony na spacer nad rzekę zamrugał, gdy Ruda zapytała go o wakacyjne plany. A ledwie uciekł oszołomiony umówionym wyjazdem do Hiszpanii, wpadł pod bezwzględny telefon oferujący mu pieniądze niezbędne, by dobrze bawić się podczas tego wyjazdu.
Oto zapowiada się rok pracowity tym rodzajem pracy, który może pochłonąć człowieka całkowicie, ponieść go i uszczęśliwić.
Ten od teledysku stoi na drodze rozpędzonej lawiny i ani drgnie.
A przecież zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę znalazł się w tym ponurym budynku o pokręconych korytarzach, by uciec przed wszystkim, co niosą ze sobą takie lawiny. Chciał tylko zwinąć sie w kłębek wśród pajęczyn i nie wychylając zza biurka doczekać śmierci. Jakby go nie było.
A teraz stoi i czeka na lawinę niosącą świat.
Ani drgnie.
W dłoni obraca połówkę cygara Szałapacha. Czuje się przez nie trochę jak zdrajca. Żaden z nich nie jest na to gotowy. Ale - z drugiej strony - czy ktoś kiedykolwiek był?
19:05, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 maja 2008

Ilekroć patrzy na piękną kobietę ma poczucie straty, jakby w tej jednej chwili zamykały się wszystkie mijające chwile życia. I nic, żaden gest, żadne działanie nie mogło tego zmienić. Chyba, że o tym napisał. Jeśli udawało mu się poukładać emocje w równe szeregi linijek, zmusić nieokiełznane do stanięcia na baczność, odczuwał ulgę. I dopiero późno, później, być może za późno, zdał sobie sprawę, że rozdrabnia istotną część siebie na literki.

Także w tej chwili.

22:06, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 maja 2008
Oto, jak wygląda jedenasta w nocy.
Ciemność jest czysto umowna, raczej metaforyczna, niż prawdziwa. Siłą tradycji przyznajemy jej ciszę, spokój i trochę niepokoju. Pomagają nam światła wewnątrz mieszkań, bo póki ich nie zgasimy, za szklanymi i plastikowymi oknami naprawdę jest czarno i granatowo.
Z zewnątrz dobiegają głosy. Jeszcze tłuką się tramwaje. Skrzypią na zakrętach, dzwonią, a nawet ogłaszają nazwy przystanków jednym, uwodzicielskim kobiecy głosem. Ten od teledysku zastanawia się czasem, jak czuje się ofiarodawczyni takiego głosu, gdy słyszy go w tramwaju. Szałapach wyśmiewa go i tłumaczy, że taka lala z pewnością nie jeździ tramwajami. A o jedenastej w nocy przychodzi do Tego teledysku myśl, że nawet, jeśli jeździ, to przecież nie słyszy własnego głosu z głośnika, bo jest tylko jeden jej głos. I na pewno nie mieszka w tramwajach. Teraz myśli, że Szałapach wyśmiałby go i powiedział, że przecież lala na pewno modulowała głos, jak to nie tylko aktorki, ale wszystkie kobiety potrafią.
Jeszcze nie skończy przekomarzać się z wyobrażonym Szałapachem, a przypomni mu się Jasna, która wpadła na dwa dni do Warszawy i dzwoniła do niego dzisiaj, potem zobowiązanie wobec Chudego i jeszcze Leśnik i kilka listów bez odpowiedzi i...
Ostry śmiech zza okna przerwie ten łańcuszek znajomych, ale kiedy będzie się kładł, Ten od teledysku przypomni sobie o znów rozczarowanym Pieszczochu (dzwonił wczoraj) i Perełce (pili przedwczoraj) i Takim jednym, któego nie widział od dwudziestu lat.
Bo tak właśnie wygląda jedenasta w nocy. A czasem północ, pierwsza, druga; czasem wcześniej.
Na chwile przed zaśnięciem, zanim nadejdą sny, przychodzą do nas ludzie. Ten od teledysku układa mocną myśl: "Tylko od nas zależy, pod jaką postacią do nas przyjdą. Czy będą dobrymi wspomnieniami, czy koszmarami obaw przed następnym dniem".
A potem sam śmieje się z siebie wyobrażoną kpiną Szałapacha.
23:41, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 maja 2008
Ten od teledysku podgląda od czasu do czasu. Twarze i anonsy w działach towarzyskich internetu, przechodniów z wysokości piętra swojej pracy; czasem zerka przez okna na parterze do wnętrz biur, kawiarni i mieszkań. Gęba mu się haha albo nie haha, oczy ganiają mu od twarzy do twarzy, ale szum krwi w żyłach nie narasta do huku i dusza nie śpiewa. Zapewne to dlatego, że Ten od teledysku nie szuka.
Szałapach przypatruje mu się czasem podejrzanie poważnie, gdy Ten od teledysku przychodzi do niego pośmiać się z kolejnych prób wyswatania go. Podejmuje je rozpaczliwie Jasna, a ostatnio (zapewne z braku jasnej, która wyjechała do swojej budzącej westchnienia krainy) podejmuje je i Mama. Ona to nasyła na Tego od teledysku jedną ze swych serdecznych koleżanek, aranżuje spotkania na grillu i knuje spiski na gg. Ten od teledysku podśmiechuje się z tego sztucznie u Szałapacha ponurzejąc skrycie pod uważnym spojrzeniem.
Szałapach, swoim zwyczajem, nie mówi nic. Nie wzrusza ramionami, nie spogląda wymownie ani nie układa sztućców na stole w tajemnicze, szepczące aluzjami znaki. Wysłuchuje cierpliwie opowieści i rzuca jakieś neutralne zdanie o cholernych politykach, parszywej pogodzie lub durnych palantach dowolnego rodzaju.
Po każdej takiej rozmowie Ten od teledysku próbuje uspokoić wzbudzone nią niepokoje podglądaniem ludzi. Przegląda anonse, zagląda w twarze i do okien i nie potrafi zrozumieć żadnego, ale to naprawdę żadnego sygnału.
Zwłaszcza tych, które wysyła sam do siebie.
14:43, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »