RSS
niedziela, 28 maja 2017

Przejście przez Rynek Główny i okolice nocą, gdy ma się w głowie kilka piw, przypomina spacer przez salę balową, na której ktoś wystawia kilkanaście obyczajowych spektakli równocześnie. Prześlicznie niedosiężne dziewczęta trzepoczą jaskrawymi bądź ciemnymi sukniami, ich oczy błyszczą - czy śmieją się, czy płaczą. Gromada dziewczyn w czarnych bluzkach odsłaniających blade jeszcze o tej porze roku ramiona krzyczy, trochę w złości, trochę w pijaństwie. Ich makijaże są równie ciemne jak stroje.

Pijani Anglicy okazują się tacy, jak zwykle. Ochroniarz taksuje wzrokiem i was i ich. Was prędko lekceważy - nie jesteście tak pijani, jak oni i nie próbujecie pchać się do strzeżonej przezeń dyskowni.

 

Ojcu i Ten od teledysku przedostają się wreszcie na Kazimierz, znajdują stolik w Czeskiej. Kelnerka nie jest pewna, czy szef przygotuje im tak późno serowy dodatek do piwa. Okazuje się, że szef jak zwykle idzie na rękę klientom. Wypijają piwo, drugie, trzecie. Zostawiają napiwek. Jest już po drugiej, ale Ten od teledysku nie chce kończyć tej nocy. Drzwi Punktu Docelowego są tak zachęcająco otwarte. Przy barze samotna duża ładna brunetka nie rozgląda się ale patrzy i widzi. Gdy zbierają się do wyjścia, zagaduje do Ojcu z zabarwioną nadzieją słodyczą w głosie. Ktoś stawia im dwie wódki. Wypijają je prędko i wychodzą.

"Leciała na ciebie" - rzuca Ten od teledysku. Ojcu mówi coś nieważnego w odpowiedzi, zaraz wsiądzie do taksówki.

Potem brama, podwórko, schody, dom, łóżko. Za oknem jaśnieje, ptaki śpiewają coraz zawzięciej.

15:27, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 maja 2017

A oto, jak mogło się to zacząć.

Niespodziewanie Ten od teledysku wpadł w oko dziewczynie,  która wygląda jakby urwała się z mangi. A ponieważ kobiety zwykle biorą sobie to, czego chcą, zwłaszcza gdy chodzi o facetów, to właściwie Tot jest już o włos od tego, by stać się drugą osobą w centrum swojego wszechświata.

Tyle, że równocześnie... Powiedzmy, że Ten od teledysku znajduje się w tej chwili w sytuacji, która nastolatkowi mogłaby się wydać najlepszą z możliwych. Pomiędzy dwiema pięknymi a dostępnymi kobietami. 

Tyle, że Tot nie jest nastolatkiem. Wolałby reagować świadomiej. I wolałby nie okazać się bucem wobec nikogo.

Co w sumie brzmi jak pragnienia dzieciaka.

22:39, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 maja 2017

I nagle zrobiła się dwudziesta

Jeszcze przed chwilą był poranek. Ten od teledysku próbował zakończyć piątkową pracę w sobotnie przedpołudnie usiłując się dodzwonić do faceta, o którym nigdy wcześniej nie słyszał. W końcu osiągnął sukces, choć trudno powiedzieć, żeby ktokolwiek był z tego zadowolony.

Potem zjadł śniadanie, zrobił zakupy i napisał wreszcie ten prolog do wspólnej powieści, za którą ma dostać całkiem ludzką zaliczkę, nawet po podziale na dwóch. 

A potem dzień minął mu na zamartwianiu się następnym dniem. Tym, w którym wsiądzie samolot, potem w drugi i poleci do miasta, do którego wcale nie ma ochoty lecieć. Kiedy podaje nazwę tego miasta, komukolwiek, choćby najbliższym kumplom, stukają się w czoło. Każdy chce tam pojechać. A już za cudze pieniądze...

To jest ten moment, w którym słowa przestają mieć znaczenie. Niech to szlag, nawet znajomość tak długa i dogłębna, że pozwala rozumieć się bez słów, nie ma znaczenia. I nawet Ten od teledysku staje czasem przed lustrem i pyta: "o co ci chodzi, chłopie? Wolałbyś siedzieć i pisać? No tak, właśnie to byś wolał. Ale jeśli wszyscy Ci się dziwią, to może właśnie z tobą jest coś nie tak?"

Słowami tego nie rozwiąże.

Ale gdyby tu, teraz, w tym samym mieszkaniu albo innym ale dostępnym była kobieta, spróbowałby podejść do niej, przesunąć palcami między jej włosami, potem niżej ku szyi, potem jeszcze niżej. I może udałoby mu się ją pocałować, najpierw w czoło, potem w czubek nosa, potem niżej i jeszcze niżej.

I, może, niepokój i niechęć i marudzenie i wątpliwość by zniknęły.

19:54, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »