RSS
czwartek, 30 czerwca 2005

Ponieważ Ten od teledysku spędził uroczo dzień na czytaniu akt sądowych i sprawozdań dzielnych policjantów, ma głowę wypełnioną faktami i skojarzeniami niespecjalnie nadającymi się na treści blogowe. Z drugiej, jednakowoż, strony odczuwałby poważny dyskomfort, gdyby czegoś w blogu nie umieścił.

Jedynym ratunkiem, w takich trudnych chwilach, mogą okazać się siekorki.

Za oknem Tego od teledysku szaleją wprawdzie jaskółki, jednak pojedyncze siekorki da się czasem wypatrzyć z dachów co wyższych budynków, lub gdy siedzi się nad brzegiem Rzeki, nad którą pięknie układają się chmury. Siekorki, nie będąc nieczułymi na piękne widoki, chętnie opuszczają swoje kryjówki, by pośmigać na tle zachodzącego słońca, fantazyjnie kształtujących się obłoków i innych miłych dla oka krajobrazów. Oddają się pląsom i igraszkom tak zapamiętale, że czasem przegapiają nawet nadejście nocy i dalej szaleją aż do skrajnego wyczerpania. Tyle, że wtedy trudno je zobaczyć. Tylko nietoperze, przyzwyczajone do polowań nad rzekami, sarkają bezgłośnie, że te siekorkowe imprezy płoszą im muchy i komary.

Siekorki jednak, nie przejmują się tym zupełnie. Wszak ich uwagę przyciągają jedynie miłe wrażenia. Przy tym, rozszalałe, mają resztę świata za nic.

I wcale im nie przeszkadza, że nie istnieją.

16:00, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 czerwca 2005

Ten od teledysku pobiegał trochę korytarzami, w szczgólności w skrzydle D, dokąd można dotrzeć sympatycznymi, krętymi, wąskimi schodami, których nie używa chyba nikt, oprócz Inki i Tego od teledysku. Pobieganie pozwoliło mu ochłonąć po przedpołudniowych wrażeniach związanych z postępującym debilizmem części artystów reżyserów, oraz wizją przeprowadzki. Wprawdzie Inka schowała się gdzieś przed upałem, a Szałapach chwilowo wyemigrował, toteż ochłaniał Ten od teledysku w samotności, raz tylko przerwanej ponętnym widokiem pewnej Magdy, jednak, może to i dobrze? Samotne ochłanianie pozwoliło, bowiem, Temu od teledysku, dokonać spostrzeżenia na swój temat.

Ten od teledysku nie wie co zrobić, kiedy ktoś mu pomaga. A niewątpliwie pomocą ze strony Jasnej, było skontaktowanie się ze znajomym, który uznał, że Ten od teledysku stanowi znakomitego kandydata na Super Miejsce Pracy Za Lepsze Pieniądze. Jasna, która czuje się niepotrzebnie zobowiązana ilomaś tam dokonaniami Tego od teledysku, z profesjonalnym wdziękiem nawiązuje znajomości i kontakty, których Temu od teledysku, leniwemu abnegatowi, nawiązywać się nie chce. Ten od teledysku zaznajamia się z ludźmi, aby móc iść z nimi na piwo, ewentualnie gdzie indziej. Zaznajamianie się w celu zarabiania pieniędzy pozostaje poza obszarem jego zainteresowań. Jasna zdaje sobie z tego sprawę - jej mąż jest taki sam. Wzdycha więc, może w duchu, albo i nie wzdycha i godząc się z faktem istnienia lekkoduchów robi swoje.

Wszystko to bardzo pięknie. Ten od teledysku jednak, który i chętnie przeniesie komuś słabemu coś cięzkiego i w mordę może dać, nigdy nie oczekiwał od nikogo pomocy, chyba nie potrafiłby o nią poprosić nawet. I teraz, kiedy Jasna po prostu zadzwoniła do niego i powiedziała: "zrobiłam to i to", Ten od teledysku ciut się pogubił.

Będzie tak łaził po korytarzach, potem ulicami do domu, jakiś spacer po okolicy, której nie zamierza opuszczać, także się przydarzy.

To na pewno jest proste. Jak wszystko podstawowe w życiu. Wszystko, z czym Ten od teledysku miewa problemy.

12:58, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »

Ten od teledysku nie po raz pierwszy odkrył, że wcale nie jest specjalnie oryginalny. Nie poczuł zdziwienia. Za to poczuł irytację, choć spowodowaną czym innym.

Przeczytał, mianowicie, w "A takitam dzienniku" artykuł dotyczący Mrożka. Artyści reżyserzy wypowiadają się tam o Mrożku następująco:

Artystka reżyser nn:

"W cale nie chciałam, żeby się to okazało, ale gdy sięgnęłam po dramaty Mrożka, sprawiły na mnie wrażenie wydmuszki z jajek, slajdu, na którym nie można obejrzeć współczesnego świata. Sam Mrożek o tyle przynależy do obecnej rzeczywistości, o ile należy do niej lajkonik na rynku w Krakowie. Problem z Mrożkiem może polegać na tym, że wypowiada się pełnymi zdaniami, którymi teraz się nie komunikujemy."

Artysta reżyser nn:

"Mrożek nie jest grany, bo jego dramaturgia jest papierowa."

Oczywiście! Po cholerę nam te wszystkie skomplikowane zdania? Rozbierzmy się do rosołu, pomalujny sobie ciało w bomby, ubierzy t-shirty, wysyłajmy sms-y!

Jest takie słowo, bardzo lubiane przez artrystów, które Ten od teledysku też powtarza coraz częściej, co strasznie go wkurza.

Bywa mu trochę z tego powodu wstyd. Ale nie w tym konkretnym momencie.

11:16, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »

            - W końcu, co cię trzyma w tym mieście? – zapytała Jasna, zapędzając nieświadomie (a może i nie) Tego od teledysku, w najwęższą uliczkę labiryntu.

            -   Jasne – bąknął w odpowiedzi, nawet nie zastanawiając się nad jakimś sposobem ucieczki. Tak naprawdę telefon Jasnej, której znajomy mógłby mu znaleźć Jeszcze Lepszą Pracę Za Sensowne Pieniądze, wpędził go w panikę.

            “Czyżbym osiągnął wiek, w którym nie lubi się już zmian” – zastanawiał się przez chwilę.

             Ale nie. Prawda jest taka, że Ten od teledysku nie może żyć bez zmian. Nie potrafi wytrzymać w jednym miejscu pracy, z jedną kobietą, potrzebuje ciągle nowych znajomych, nowych pomysłów, wyraźnych zmian w stylu ubierania oraz wyrazie twarzy. Na przemian nie strzyże włosów przez dwa miesiące, by zaraz zgolić je do samej skóry. Czasem się goli, czasem nie, chudnie i tyje w sposób nieumiarkowany. Studiował siedem kierunków, uprawiał dwanaście rodzajów sportu i podejmował zmieniające całe życie decyzje z przerażającą częstotliwością.

           Jednak myśl o zmianie miejsca zamieszkania niemal go sparaliżowała.

           “Tu się urodziłem – myśli Ten od teledysku – Tu znam historię wszystkich nieudanych remontów ulic i wiem dokąd się udać, kiedy mam chandrę. Lubię ganiać po dziwnych, obcych miastach, spać samotnie w dalekich lasach u podnóży nieznanych gór, i zaciągać się zapachami domów, które widziałem po raz pierwszy, a których nie zobaczę już nigdy. Ale zamieszkać, gdzie indziej?”

           Tego od teledysku nie poraziła świadomość własnej nienowoczesności, związana z owym, podkreślanym przez zachodnich ekspertów, przywiązaniem Polaków do miejsca. Zdawał sobie od dawna sprawę, że żaden z niego mobilny Europejczyk. Zdumiało go jednak, że realna możliwość zmiany miejsca zamieszkania, przenosin do innego miasta, podziałała na niego jak trafienie pioruna. Długą chwilę siedział z twarzą naprzeciw monitora niezdolny do wykonania najmniejszego, bodaj, ruchu. Przypomniał sobie Pieszczocha, który zacisnął zęby, spakował walizki i wyjechał trzysta kilometrów dalej. Potem dzwonił do Tego od teledysku i mantrował mu przez telefon: “Chcę wrócić do Miasta, chcę wrócić do Miasta, chcę...”

        Ten od teledysku siedzi przed biurkiem, patrzy przez okno na dachy, jedno drzewo i to, co za nimi i wie, że będzie je widział jeszcze długo, długo. Inne krajobrazy zostawi sobie na deser.Ale żywić się nimi nie będzie.

             Co go trzyma w tym Mieście?

            Ono.

10:49, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 czerwca 2005

Wróble, skubańcy, łypią spode łbów, poruszają się wyłącznie lotem lub podskokami, dzioby mają tak małe, że budzą sympatię u wszystkich, oprócz kotów.

Wróble, skubańcy, świergoczą. Wsłuchując się w ten świergot, można dojść do wniosku, że nie różni się on wiele od fragmentów programów komputerowych, nadawanych niegdyś przez Rozgłośnię Harcerską, lub odtwarzanych na magnetofonach Kasprzak. Czy ktoś kiedyś próbował załadować wróbli świergot do komputera?

Wróble, skubańcy, są wszędzie, wszystko widzą i wszędzie się wkręcą. Zaglądają nam do mieszkań, samochodów, notatek. Słuchają rozmów w parkach skubiąc okruszyny chleba.

Wróble, skubańcy, potrafią zdobyć sobie sympatię, wyłudzić poczęstunek. A prawie ich nie widać, chyba, że zechcą się pokazać.

Ten od teledysku pamięta jak, w pewien upalny wtorek, siedział na dworcu w Toruniu, jadł zakupioną tam drożdżówkę, a jej okruszynami dokarmiał młodą wróblicę podskakującą przed nim znacząco, a bezczelnie. Odbiegała z każdym poczęstunkiem do młodocianego wróbelka, któremu nie starczało na śmiałości. Młodociany czekał na nią o kilka wróblich skoków od nogi Tego od teledysku i łypał niecierpliwie. Milczał jednak, co u wróbli nietypowe.

I ani do głowy nie przyszło wtedy, Temu od teledysku, że wróble wcale nie muszą być tak niewinne, jak powszechnie się uważa. Że okruszki przyjmują tylko dla niepoznaki, w rzeczywistości skrzętnie zbierając i gromadząc informacje, które kiedyś pozwolą im zapanować nad światem.

A przecież nie są same.

Gdy Ten od teledysku obudził się tego wtorku, pierwszym, co dostrzegł, był gołąb przyglądający mu się uważnie z parapetu.

Gołąb, skubaniec, wlazł Temu od teledysku do mieszkania i gapił się na niego. Może przez całą noc?

- Zżerasz moje sny, łajdaku – wymamrotał Ten od teledysku.

Gołąb uciekł w popłochu.

Teraz, kiedy Ten od teledysku o tym myśli, dochodzi do wniosku, że ptaki, skubańcy, planowały to od czasu, kiedy były tyranozaurami i zrozumiały, że czasy się zmieniają i nadchodzi era ssaków.

Czekają.

10:51, tenodteledysku
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 27 czerwca 2005

Ten od teledysku uparł się, żeby napisać coś o poniedziałku. Wobec powszechnej mody na poniedziałkowe psioczenie, że to te poniedziałki takie owakie, wypadałoby - albo pisać prawdę, albo być oryginalnym. Ten od teledysku, jak wcale niemało ludzi na świecie, lubi być oryginalnym.

Rzecz w tym, że w głowie Tego od teledysku zamieszkała pustka. Ani mu o czym myśleć, ani, tym bardziej, pisać.

Ten od teledysku informuje, wobec tego, że jedyne, co ma do powiedzenia o poniedziałku, to że jego niezaprzeczalną cechą jest przemijalność, a za nią przedwtorkowość.

I wtorku wszystkim, jak również samemu sobie, Ten od teledysku, życzy.

16:58, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »

Kiedy wieczór przyniósł nareszcie trochę chłodu, Ten od teledysku i Szałapach spełnili swoje pogróżki i wdarli się na dach, by siedzieć tam bez poczucia sensu i patrzeć w dal. Po jakiejś godzinie tak pasjonującej rozrywki, Ten od teledysku poruszył się wreszcie, z lekkim zniecierpliwieniem. Nie odezwał się jednak. Dla odmiany zdecydował się spojrzeć nie w dal, ale na dachówki i wtedy dopadła go myśl o jaką by się raczej nie podejrzewał.

Z każdym dniem mówię coraz mniej – odkrył. Nie dlatego, że mniej osób zadaje mi pytania, że znajduję dla nich mniej wydumanych odpowiedzi, albo dlatego, że rzadziej uczestniczę w imprezach i piwnych spotkaniach po knajpach. Jednak nawet siedząc, idąc, jadąc obok kogoś znajomego, Ten od teledysku coraz częściej milczał.

Rzecz w tym, że używanie słów coraz rzadziej wydawało mu się konieczne. Przekazywał niezbędne informacje szybko i konkretnie. Mowa wykształciła się u ludzi przecież właśnie po to – abyśmy przekazywali sobie nawzajem informacje. Początkowo dotyczyły one ilości mamutów w stadzie, oraz nagłej, niespodziewanej obecności tygrysa szablozębego. Któregoś dnia jednak, ktoś zadarł łeb w górę i zapytał o to wszystko na górze. Wtedy najstarszy, lub najbardziej ciekawski z ludzi, zaczął wymyślać sposób na wytłumaczenie obecności nieba. A kiedy odkrył, jak ubogi jest jego słownik, rozpoczął produkcję nowych słów. I tak trwa to do dziś. Jednak, choć słów przybywa, możliwości ich zastosowania już nie. Społeczeństwo cywilizacji technicznej musi być, czy tego chce, czy nie, konkretne – brak mu czasu na poezje i metafory.

Poprzez dachówki, Ten od teledysku spojrzał w przyszłość. Zobaczył tam ludzi, którzy wcale już nie potrzebują słów. Porozumiewanie się między sobą sprowadzili do krótkich, ale szczególnie intensywnych przeżyć. Na powitanie dotykają się lekko, lub padają sobie w ramiona, kina pokazują filmy, na których ludzie wyłącznie się całują, lub zabijają, w gazetach można znaleźć przede wszystkim zdjęcia ozdobione dodatkowo barwnymi, zdecydowanymi ideogramami. Świat przyszłości – uznał Ten od teledysku – będzie światem “krótkiej piłki”. Po co tracić megatony słów na wyrażenie uczuć, kiedy można zrobić to samo jednym gestem. A lekki pocałunek dostarcza dużo większego ładunku uczuć niż siedemset wersów poematu. Słowa wychodzą i wyjdą z użycia, nasze prawnuki kompletnie by nas nie zrozumiały.

Ten od teledysku wyobrażał to sobie poprzez równo ułożone dachówki, kiedy jednak oderwał od nich wzrok, uświadomił sobie ze zdziwieniem, że takie myśli nie pasują do niego zupełnie. Nie pasują do tego stopnia, że nie powinny nawet pojawić się w jego głowie. Zdezorientowany spojrzał na Szałapacha. Ten uśmiechał się w milczeniu, głaszcząc Inkę.

Kotka mruczała.

11:28, tenodteledysku
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 czerwca 2005

Być może, jacyś szczególnie zapamiętali historycy zastanawiają się w piątki nad przeszłością – dzielą ją, kategoryzują i interpretują, poddają w wątpliwość lub potwierdzają. Ten od teledysku, w przeciwieństwie do tych potencjalnych pasjonatów, a wraz z nim, zapewne i większa część ludzkości, w piątki skupia się na przyszłości. Piątek jest jak ostatnie dni szkoły przed wakacjami, jak ostatnia osoba przed człowiekiem, który stoi w kolejce do lodów, oraz jak cała masa rzeczy tym podobnych. W piątek myśli się wyłącznie o sobocie. Jedni ją planują, inni cieszą się jej nadchodzącym smakiem. Ten od teledysku nie planuje. Prawdę mówiąc – nigdy, ale tego piątku w szczególności.

W sobotę, Ten od teledysku odwiedzi wieloklatkowy budynek, w którym pracuje i wspólnie z Szałapachem, do którego zaprowadziła go Inka, już przy pierwszym spotkaniu, wespną się na Dach. Odkąd Ten od teledysku przeczytał opis Steerpike’a wędrującego po dachach Gormenghast, ta kraina ponad głowami mieszkańców i przechodniów kusi go, niczym konkwistadorów Eldorado.

Rozsiądą się z Szałapachem na dachu. Szałapach zaciągnie się dymem z papierosa, a Ten od teledysku widokiem. Inka może będzie tam na górze z nimi, a może nie, diabli ją wiedzą, jak wszystkie koty.

Niebo będzie ciemnieć na ich oczach a kontury budynków zlewać się będą z coraz ciemniejszym tłem. Potem zaczną się rozpalać światła, a wszystko to na oczach Tego od teledysku i Szałapacha. I – zapewne – w ciszy, Szałapach nie należy do chętnych rozmówców.

Oby tylko nie padało – myśli Ten od teledysku – Wtedy dach stanie się śliski i Szałapach popatrzy tylko z powątpiewaniem, zastanowi się, popatrzy w sufit i pokręci odmownie głową. Potem, odzywając się niechętnie, zaproponuje przełożenie wyprawy na przyszłą sobotę.

Ten od teledysku dobrze wie, że wyprawy przekładane na następne soboty, zbyt często nie dochodzą do skutku, by takie rozwiązanie go satysfakcjonowało.

Dlatego, jak to w piątek myśląc o przyszłości, zaklina ją w przyszłość pogodną.

15:28, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »

Ten od teledysku zerknął na swój pierwszy wpis i zawstydził się głęboko. Z owego wpisu wynika, że spotkał podczas spaceru: "siekorkę". Teraz musi znaleźć sposób, który pozwoli mu jakoś poradzić sobie z siekorką. Przecież nie przyzna, za żadne skarby świata, że okazał się człowiekiem na tyle niedbałym, by wypuścić wpis z błędem.

Pozostaje mu tak wmanewrować świat, by ten zaakceptował istnienie nowego stworzenia.

Spodziewajcie się niezwykłych siekorek!

11:32, tenodteledysku
Link Komentarze (2) »

Budynek, w którym pracuje Ten od teledysku, teoretycznie zawiera się w czterech piętrach. W rzeczywistości, nie jest to takie proste.

Zbudowano go w latach pięćdziesiątych, jako jedną z nowoczesnych szkół, co oznaczało, że obok wielu innych usprawnień, posiadał on schron przeciwatomowy. Zainteresowało to ponad czterdzieści lat po wybudowaniu, nowoczesnego przedsiębiorcę, który budynek, już z jakichś tajemniczych powodów nieużywany, wykupił. Ów człowiek ery kapitalizmu dobudował do budynku dwa piętra i ogłosił go biurowcem. Potem zbankrutował i szkoło-biurowiec przeszedł w ręce firmy, która pięter mu nie dodawała, jednak wzbogaciła o dwa dobudowane skrzydła. Później dodano coś jeszcze i jeszcze i jesz...

Nie wszystkie dodatki pasowały do siebie i teraz, gdy Ten od teledysku dotrze windą na trzecie piętro, może przejść siedmioma stopniami bocznej klatki schodowej numer trzy nieco niżej, do skrzydła C, skąd, wąskim, ale miłym korytarzykiem, dotrzeć można do rozwidlenia służącego do podejmowania decyzji: w prawo, czy w lewo. Jeśli w lewo, to pokoje administracji średniego szczebla, jeśli w prawo, to aula. Aula jest niewielka, przytulna i posiada dodatkowe drzwi. Ten od teledysku nie wie, co się za nimi znajduje. Aule wynajmuje się różnym firmom, aby przeprowadzały w niej szkolenia, ewentualnie Wiece Entuzjazmu, na których wszyscy śpiewają: “We are the champions” i powiewają marynarkami. Ten od teledysku, który lubi aulę, podczas Wieców Entuzjazmu stara się trzymać od niej z daleka.

Dalece ważniejszy od sektora C, jest jednak sektor F, w którym mieszczą się apartamenty Kierownictwa. Tam właśnie, po wcale niekrótkiej podróży przez sektory B oraz H, pokonawszy boczne i główne klatki schodowe, półpiętra i krużganki, kłaniając się niżej lub wyżej i odpowiadając na ukłony, Ten od teledysku, po raz pierwszy spotkał Inkę.

09:31, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2