RSS
środa, 10 czerwca 2009
No więc wspięli się na dach, jak za dawnych czasów (o czym nie omieszkał wspomnieć Ten od teledysku). Wyjęli piwo z plecaka Tego od teledysku i rozsiedli się tak wygodnie, jak tylko było to możliwe.
W oddali niebo pruło się białymi nitkami błyskawic. Tak daleko, że nawet grzmoty nie dochodziły do ich uszu.
Przyszło mi do głowy, że właśnie tak mógłbym to zakończyć - ich dwóch popija w milczeniu piwo na dachu. Kamera odjeżdża, po kilku sekundach widać już błyskawice na krawędzi horyzontu. Gdy burza zbliża się, jeden rozbłysk oświetla dach i dzięki temu możemy znów zobaczyć dwie niewielkie sylwetki. Potem przenikamy przez chmury, przez chwilę nie widać nic.
A potem rozbłyski poprzez chmury, piękny widok.
Ale to nie takie proste, prawda?
Zresztą, Ten od teledysku odezwał się burząc chwilę:
- Jestem jednym z nich, cholera.
- Jak wszyscy.
- Może i tak. Ale sporo czasu żyłem w przekonaniu, że jednak nie. Że siedzi we mnie jakaś wyjątkowość, dobra, czy zła.
- Jak wszyscy.
Spostrzegłwszy, że Szałapach zaciął się najwyraźniej, Ten od teledysku westchnął, powalczył chwilę z niewyrażonym oporem Szałapacha i sobą samym aż w końcu pociągnął łyk z butelki i cokolwiek rozżalony oddał się kontemplacji nadchodzącej burzy.
A Szałapach zadał łeb w górę ku niebu, którego nie było widać i myślał jak to dobrze, że nie musi wysłuchiwać Tego od teledysku w ten specyficzny sposób. I jaką robi mu tym przysługę.
Gapił się w sine chmury pod granatowym niebem marząc, by nie musiał być nikim specjalnym, by mógł stać się na powrót "jednym z nich".
21:12, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 czerwca 2009
- Jak to "kradnie duszę" - nie rozumiał Ten od teledysku.
Siedzieli w piwnicy zakopanej pod kamienicą znajdującą się niezupełnie na uboczu i niezupełnie w centrum. Od pół roku Ten od teledysku zjawiał się tam prawie co wtorek, by podyskutować intelektualnie przy winie.
Szałapach parskał niezadowolony. On i wino niespecjalnie się rozumieli.
- To jest tak - spróbował wyjaśnić raz jeszcze. - Jesteś tym, co zostaje w tobie z tego, czym byłeś. To wspomnienia cię definiują. Im bardziej są powykrzywiane, zamazane, im mniej pamiętasz, tym mniej ciebie w tobie. Czy to proste?
- Proste, nieproste - wzruszył ramionami Ten od teledysku. - Myślałem, że jestem tym, czym się staję. W każdej cholernej minucie życie.
- Upiłeś się.
- Skąd.
- Upiłeś się bo klniesz przy mnie. Nieważne. Nie słuchaj Niemców i nie przejmuj się ich gadaniem. Jesteś tym, czym byłeś, tym, co z siebie pamiętasz. Jasne?
- Niech będzie.
- Dobrze. No więc gdzie podziewa się ta część ciebie, którą zapomniałeś?
- Przepada?
- Nie - pokręcił głową Szałapach. Stanowczo i powoli. - Nie przepada. Kradnie ci ją.
- Diabeł? - uśmiechnął się Ten od teledysku myśląc o telefonach Rudej. Ostatnio znów zaczęła dzwonić, a on zaczął kombinować, czy by czegoś z tego nie skręcić.
- Diabeł - zgodził się Szałapach. - Któżby inny?
- Poznałem kiedyś dziewczynę, która widziała diabła - przypomniał sobie Ten od teledysku. - W pociągu. Tak opowiadała. Była całkiem seksowna i pijana w trupa. A ty widziałeś kiedyś diabła?
- Nie. Ni cholery mi to niepotrzebne. Ale zobaczę.
- Kiedy?
- Za szybko. Słuchaj, mam dość picia wina w piwnicy. Jest ciepło. Chodźmy wypić piwo na plantach albo w parku.
- Albo na dachu?
- Albo tam. Opowiesz mi o tej swojej Rudej.
- Jeszcze raz?
- Aż zapamiętasz. Wiesz, umiem słuchać.
23:17, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 czerwca 2009
Dziewczyny, wyłącznie w czerni i bieli, seksownie pododawały sobie rogi na głowach. Może to był wieczór panieński? Może to było cokolwiek? Jakakolwiek stałaby za rogami przyczyna, zapewne rolą ich było podniesienie erotycznego napięcia w gęstym od wilgoci potu i przyspieszonych oddechów wnętrzu knajpy, w której Ten od teledysku, Diabeł i Ona schronili się przed deszczem.Oczy Onej, wciąż pięknej, wciąż seksownej, wciąż pełnej energii i wciąż potrafiącej patrzyć na Tego od teledysku w sposób, który sprawiał, że jej oczy wydawały się większe i ciemniejsze. Diabeł, dla odmiany, wydawał się Temu od teledysku jakiś bledszy i cichszy niż zwykle. Co ciekawe, to Ona miasła powody o oklapnięcia - uciekła na to spotkanie przed życiem, toczącym się ostatnio niespecjalnie.
To wszystko nieważne. Siedzieli na uboczu, przy umiarkowanie gościnnym stoliku upchniętym na drodze do toalety. Pili piwo, Ona i Diabeł palili. Naokoło biegały dziewczyny z rogami. Głośno grała muzyka i Ona co pewien czas zerkała w dół schodów prowadzących do piwnicy, gdzie ludzie młodsi od nich tańczyli.
Stoczyli jakąś tam dyskusję, ale tak naprawdę najważniejsze były tego wieczoru wspomnienia. Patrzyli na siebie, słuchali siebie nawzajem i poprzez stygmaty lat dostrzegali wciąż siebie z kiedyś. W atmosferze spotkania dało się wyczuć muśnięcie magii - jakby te wszystkie lata nie minęły.
A jednak, czasem, widać było, że brakuje im wspomnień. Że pamięci umykały niektóre chwile, a wydarzenia mieszały się ze sobą.
Ten od teledysku, jak zwykle, pamiętał najwięcej. A może tylko mu się tak wydawało?
Bardzo chciałem napisać coś o tym spotkaniu. O uroku i czarze Onej. O tym, jak Ten od teledysku odkrył dystans dzielący go od chłopca, który się w niej zakochiwał na zawołanie. To miała być właśnie taka historia.
Zamiast niej pojawiła się myśl, która musiała chyba wyjść od Szałapacha.
Czasem tracimy wspomnienia, gubimy się i mylimy. To szatan kradnie nasze dusze.
Gdy ten od teledysku poczuł, że nie znajduje dla siebie już miejsca przy tamtym stoliku, pożegnał się i wstał by wyjść. Przez chwilę patrzył jeszcze na tamtych dwoje - milczeli. Blady Diabeł i jak zwykle pogubiona Ona. Ten od teledysku nie potrafił odnaleźć nic, co łączyłoby go z nimi w tamtej chwili. Chyba nawet przyszło mu to do głowy, bo uciekł jak mógł najszybciej. Przepchnął się przez gromadę rogatych dziewcząt, które wcale a wcale nie wydawały mu się atrakcyjne. Uciekł przez ulicę, przez most do domu.
I wciąż nie ma się gdzie schować.
00:00, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 czerwca 2009
Myślę czasem o całej tej muzyce, któej nie usłyszy już nigdy Tomasz Beksiński. O filmach, których nie obejrzy Kieślowski. Także o kobietach, których nie dotknie Ten od teledysku i opowieściach, których nie wysłucha Szałapach. O wszystkim tym, czego nie doświadczamy, gdy kończą nam się możliwości doświadczania. Być może nie jest i nie będzie nam żal wielu rzeczy, z których zrezygnowaliśmy - wszak sama odmowa to też już coś. Ale czy może nam nie być żal rzeczy, z których nawet nie mieliśmy okazji zrezygnować?
Ten od teledysku obawia się zasnąć, ale Szałapach to jedyna osoba, której mógłby o tym powiedzieć. I nic z tego nie wyjdzie, bo doskonale wie, że właśnie Szałapach nie jest w tym przypadku odpowiednią osobą.
Opiera się więc o wannę i unikając wzroku gościa uciekającego spojrzeniem w lustrze, zastanawia się jaką piosenkę by wybrał, gdyby powiedziano mu, że ma przed sobą ostatnie pięć do siedmiu minut życia.
Mógłby to być "telegraph road", przy jego pomocy wydłużyłby te ostatnie minuty dwu albo trzykrotnie.
Nawet uśmiechnął się na tę myśl.
23:39, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »