RSS
piątek, 29 lipca 2005

Z powodu upałów, Ten od teledysku stara się wykonywać jak najmniej ruchów. Przebiega jedynie pospiesznie do pracy i z porotem. Nie rozmawia z Szałapachem, a temu zupełnie to nie przeszkadza. Nie widuje Inki. Umyka przed każdym promieniem słońca, nie należy też jednak do ulicznych łowców cienia, tracących szalone ilości energii na ganianie spod jednej kamienicy pod drugą, w miarę jak mijają godziny a Ziemia wiruje po swojemu. Zamiast tego, Ten od teledysku zaszywa się w swojej dziupli i oddaje się z zapałem leżeniu.

I jak tu pisać o kimś takim?

Pozwólmy zatem, aby Ten od teledysku zniknął, na jakiś czas, z naszego pola widzenia. Aż do deszczów.

13:25, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 lipca 2005

Niestety, Ten od teledysku, nie prowadzi barwnego życia pełnego nagłych zwrotów akcji, tajemniczych spisków i szaleńczych pościgów w akompaniamencie naprzemiennych pisków i uśmiechów pięknych kobiet. Gdybyż, Ten od teledysku był choć domorosłym filozofem, człowiekiem niezmierzonej głębi, lub przynajmniej mistrzem ciętych ripost, niczym wujek Jasia, rozprawiający się z podłym clownem jednym słowem. Ale nie. Goląc się w deszczowy ranek, Ten od teledysku spogląda w nieco przekrwione oczy przeciętnego siebie, a jeśli będzie tak patrzył zbyt długo, to pewnie jeszcze się zatnie jednorazówką niewymienianej z nazwy firmy. Ten od teledysku nie goli się elitarną, drogą jak ekskluzywny bibelot maszynką z jeszcze droższymi wymienialnymi ostrzami, którą sprawił sobie kiedyś na święta, ponieważ owe niezwykłe ostrza raczej kiepsko radziły sobie z jego twardym zarostem. Nie goli się też brzytwą, chociaż miał taki plan. Odradziła mu to jednak urocza i atrakcyjna fryzjerka i Ten od teledysku posłuchał jej, z czystej, typowej dla niego, słabości do atrakcyjnych kobiet. Mogła mieć, zresztą, rację; najprawdopodobniej znała się na goleniu.
Gdybyż choć narrator pisał o Tym od teledysku w sposób porywający, komponując słowa z tą odrobiną geniuszu, która potrafi tworzyć rzeczy wielkie! Ale nawet to nie. Narracja pozostaje przeciętna i zwyczajna, jak wszystko w życiu Tego od teledysku. Nie popada nawet w zabawną grafomanię.
Ten od teledysku naciera sobie twarz wodą po goleniu, ponieważ tak trzeba i ponieważ lubi to pieczenie ogarniające na chwilę policzki i podbródek.
A kiedy wykona już wszystkie niezbędne czynności, wyjdzie z domu i będzie mógł powiedzieć: “Dzień dobry, piątku!” Także w tym nie będzie  nic nadzwyczajnego. Nie ogarnie go nagle szaleństwo, nie zapała niespodziewaną miłością do niezdobywalnej kobiety, nie okaże się bohaterem, na którego czeka cała ludzkość, lub choćby gromada przedszkolaków.
Wyruszy w podróż przez piątek i jak cała reszta ludzkości, zrobi swoje.
A cichym tle samego siebie będzie Czekał.

Ponieważ Kiedyś....

11:21, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 lipca 2005

Kiedyś, dawno, dawno temu mnie nie było - myśl tej treści dostrzegł za oknem Ten od teledysku, gdy zagapił się za nie w poszukiwaniu jakiegokolwiek śladu tej godziny piątkowej, o której można już pójść do domu. Zamiast niego jednak, znalazł cytowaną powyżej myśl i wcale nie poprawiło mu to humoru. Gdybyż, choć była to myśl odkrywcza, ale nawet to nie.
Cokolwiek pognębiony swoją banalnością, Ten od teledysku porzucił wszelką nadzieję, zapadł się w obrotowym krześle, przymknął piekące oczy i spróbował wyobrazić sobie deszcz. Ponieważ nic to nie pomogło, wyobraził sobie chmurę gradową, a po niej wicher i zawieję.
Jako beznartny miłośnik śniegu i mrozu, poczuł się odrobinę oryginalniej i odetchnął z ulgą.
Teraz wystarczyło już tylko zapomnieć, że kiedyś go nie było i o wszystkich konsekwencjach tego stwierdzenia. W poszukiwaniu zapomnienia zagapił się więc znów, niebacznie, za okno, a to, co tam dostrzegł, sprawiło, że jego dzień całkowicie się odmienił.
Wybiła godzina! (co znów brzmi trochę trupio uposępniając dzisiejszy wpis).

16:10, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 lipca 2005

Każdego czternastego dnia miesiąca, Szałapach upija się cicho i spokojnie w jednym z swoich dwóch pokojów. Ten od teledysku dowiedział się o tym, gdy, w pewien czwartek, Inka wskoczyła mu na monitor, rozłożyła się na nim, pozwalając swoim łapom zwisać luźno nadekranem i nie tracąc czasu na jakikolwiek porozumiewawczy gest, zasnęła. Do tego jeszcze Ten od teledysku był przyzwyczajony – Inka polubiła jego monitor od początku ich znajomości. Zdziwił się więc dopiero, gdy nadeszła godzina, o której zwyczajowo zmiatał z swojego biurka cały zalegający na nim bałagan na półkę przeznaczoną wedle zamysłu producentów na klawiaturę, a Inka nadal spała. Pamiętając, że według starego prawa miejskiego, sąd łaskawiej traktował tych, którzy dokonali mordu gwałtownie przebudzeni, Ten od teledysku starał się zachować jak najdalej posuniętą ostrożność, kiedy dotykał kociego łba.
Spojrzano na niego w odpowiedzi żółto i bez życzliwości.
- Nie chciałbym przeszkadzać – bąknął skonfundowany Ten od teledysku – ale zakończyłem pracę i wychodzę. I muszę zamknąć pokój, ponieważ można ukraść z niego któryś z starych monitorów, komputerów, lub coraz trudniej radzącą sobie z życiem, ale robiącą wszystko, co w jej mocy, drukarkę.
Kocica ziewnęła i zamknęła oczy. Ten od teledysku westchnął, zgadzał się, że właściwie nie ma czego kraść, a najcenniejszy w jego pokoju jest widok za oknem. Mimo to, musiał pokój zamknąć. Ryzykując więc życiem, wziął Inkę na ręce i zaniósł do Szałapacha.
Drzwi zastał zamknięte, co zdziwiło go o tyle, że Szałapach nigdy drzwi nie zamykał.
Doszło do pukania, szarpania za klamkę, zniecierpliwionego miauknięcia, westchnięcia, po których to, Szałapach odezwał się wreszcie, życząc wszystkim, którzy stoją pod jego drzwiami, żeby sobie, z łaski swojej, poszli do diabła.
W takich to okolicznościach, Ten od teledysku dowiedział się, że Szałapach nie tylko był kiedyś żonaty, ale też, że żona odeszła od niego trzy lata wcześniej. Czternastego, oczywiście.
- Nic mnie nie boli – wyjaśnił na drugi dzień Szałapach odbierając Inkę, która nie wykazywała najmniejszej ochoty do towarzyszenia mu w piciu. – Ani jej nie kocham, ani nie wspominam.
Ten od teledysku spróbował unieść pytająco brew, ale zupełnie mu to nie wyszło.
Gest został jednak dostrzeżony i doceniony przez Szałapacha.
- Piję co miesiąc, bo tak robiłem po jej odejściu.
- Taki rytuał – pokiwał, ze zrozumieniem głową Ten od teledysku.
- A skąd! – zaprotestował Szałapach. – Rytuał przeprowadza się, aby coś się stało, albo nie stało. A ja to robię... Robię to, bo robiłem to od trzech lat i tak mi już zostało.
Ten od teledysku na wszelki wypadek niczym już nie kiwał, nie odzywał się, tylko oddał Inkę i odszedł.
- Nie wierzysz mi? – zdenerwował się za jego plecami Szałapach.
- A co mam nie wierzyć? – odparł Ten od teledysku. – Jasne, że wierzę.
- Bo kobiety mi nie wierzą – wyjaśnił Szałapach i odszedł.

13:37, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 lipca 2005

W rzeczywistości Tego od teledysku, który jest człowiekiem, jak, może powiedziałby sam - kameralnym, albo też, jak może powiedzieliby inni - mało ambitnie egocentrycznym, nie mieści się wiele więcej poza nim samym, kilkoma najbliższymi przyjaciółmi i może pogodą, jeśli akurat zostaje wystawiony na jej wybryki. Ten od teledysku nie unika reszty świata, ale też nie narzuca się jej ponad miarę.Jednak czasem świat skłania, sobie znanymi sposobami, Tego od teledysku, do tego, by go spostrzegł.

W odpowiedzi na wybuchy, powstała strona: www.werenotafraid.com .

Ten od teledysku spostrzegł ją i siedział przed nią długo. Po jakimś kwadransie zawołał Szałapacha, potem kolegę, którego tak nieładnie przestraszył jakiś czas wcześniej, innego kolegę, Ikę, Jasną i Pieszczocha, choć tego ostatniego tylko mailowo.

Niezapraszana, co nie znaczy nieproszona, Inka, przyszła sama.

Siedzą teraz przed monitorem, patrzą i uśmiechają się.

16:27, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 lipca 2005

 ...z edycją bloga, ponieważ wszystko na nim decyduje się samo. Sama sie ustawia kolejność zdań i wielkość czcionki, wobec czego, sam pewnie ustawia się sens kolejnych wpisów. Ten od teledysku poprawia, zapisuje, wkleja, a potem toczy pianę z pyska i mówi słowa nieprzystojne.

Jeżeli to jakaś sztuczna inteligencja, która wylęgła się z dwudziestu iluśtam tysięcy blogów, w których ludziska opisują swoje upadki i uniesienia, radości, dowcipy i płody wyobraźni, miłości i nienawiści, chce nawiązać z Tym od teledysku kontakt, on nie wie, jak jej odpowiedzieć. Nie zamierza lekceważyć nic i nikogo, bo raz tak zrobił i do tej pory mu głupio. Ale czy nieznana sztuczna inteligencja, zechciałaby przyjąć do wiadomości, że można kontaktować się inaczej?
Ale, jak też może porozumiewać się twór, który narodził się z natężenia emocji blogowych, z wymieszania tysięcy nabrzmiałych emocji i pokręconych życiorysów nas wszystkich, którzy żyjemy na wirującej planecie, od czego nieustannie kręci nam się w głowach? Dlatego zrobienie czegokolwiek normalnie przekraczać musi nasze możliwości i przekracza.
Nieznana sztuczna inteligencjo, - apeluje Ten od teledysku - poczekaj jeszcze trochę z tym kontaktem, wycisz się, skup, naucz składać zdania... A jeżeli nie możesz już wytrzymać, bo tak Ci źle i nieszczęśliwie, to pomyśl, że przecież my wszyscy mamy dokładnie tak samo od czasu do czasu. Potem łapiemy chwilę oddechu, by ponownie stracić humory, bo znowu stało się coś takiego, że trudno z tym żyć na wirującej planecie, z ciągłym zawrotem głowy.

17:36, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »

“To się doskonale składa! – zawołał pewien mężczyzna, siedząc przy długim, czarnym stole – Bo ja będę w przyszłym tygodniu w Oradei, to moja córka zrobi tam zdjęcia!”

Wspomnienie Oradei, miasta życzliwych ludzi, psów tłoczących się przy dworcu i macdonalda, który powstał, z punktu widzenia Tego od teledysku, z dnia na dzień, przepełniło Tego od teledysku zazdrością. Nieznośna ta myśl - że ów mężczyzna odwiedzi tamto miasto, z którego można złapać stopa, podjechać do tej małej wioski nad jeziorem, przejść dalej polami i dotrzeć do kolejnej wioski z monastyrem na niewielkim wzgórzu i jeszcze poprzez te wiecznie zamglone góry, niedostrzegalnie malownicze, pełnie płochliwych wilków i niedźwiedzi, biegających luzem koni i zdradliwych urwisk, powędrować dalej, korzystając z leniwie pokonujących ścieżki wśród wąwozów pociągów, przypadkowych noclegów, wozów ciągniętych przez konie, które nawet nie mogły pozazdrościć swym mieszkającym w zamglonych górach kolegom – wszystkimi tymi drogami, środkami lokomocji i przypadkowymi spotkaniami, dotrzeć do Suceavy, gdzie drogą w dół schodzi się do parku, by zaraz zacząć ostro wspinać się pod górę, ku ruinom zamku, w pobliżu których z ulgą pije się piwo, coś przegryza, mija się chatki wiecznie zamkniętego skansenu i wreszcie podziwia największe na świecie końskie jaja z mosiądzu . Ba – nie tylko jaja.

Wszystko to impresje, skojarzenia, które przebiegły Temu od teledysku przez myśl w jednym mgnieniu, wyrażonym nagłym, wściekłym błyskiem zazdrości w oku, gdy spojrzał na bogu ducha winnego mężczyznę, wybierającemu się w przyszłym tygodniu do Oradei.

16:41, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »

Zdarzyło się, że pewnego pochmurnego dnia, Ten od teledysku trafił na ulicę, której nie znał. Wydaje się, że to nic nadzwyczajnego, żaden problem nie znać kilku ulic w swoim mieście, czy nawet większości z nich. Prawdziwą sztuką byłoby, nie znać żadnej z ulic swojego miasta. Ale nie znać jakiejś, wcale nie najbardziej reprezentacyjnej, małej, zaniedbanej uliczki?
Porzucając rozważania, dotyczące wagi tego wydarzenia, skupmy się na fakcie, że wszedłszy na nieznaną sobie ulicę, Ten od teledysku zamarł. Do tej pory szedł pospiesznie, nie rozglądając się na boki, o ile po którymś z nich nie mijała go atrakcyjna kobieta, nie zwracając prawie wcale uwagi na rzeczywistość, o ile nie wyrażała się ona w rozpędzonym samochodzie. Zatopiony w myślach wspominał miasto, którego nigdy, tak naprawdę nie odwiedził, czemu znów dziwić się nie należy, trudno bowiem odwiedzać miasta wymyślone, inaczej, niż w wyobraźni, a zatem – nie do końca naprawdę. I pośród tej tęsknoty za wymyślonym miastem, pomiędzy brakiem pięknych kobiet i samochodów, Ten od teledysku dostrzegł nareszcie uliczkę o popękanym asfalcie, poszarpanych płytach chodnikowych, jednolicie szarych kamienicach, w których okiennice dawno zapomniały o bieli, zużytych za niewinność krawężnikach; ozdobioną dwoma dziewczynkami w zuchwale kolorowych bluzkach, uwijającymi się pomiędzy wykonanymi kredą rysunkami. Część z nich była obsceniczna, część ukrywała plany jakiejś starożytnej gry, której tajniki znają jedynie dzieci, część zaś zupełnie nie miała sensu i powstała nie wiadomo jak i po co.
W obawie, by nie uznano go za pedofila, Ten od teledysku odwrócił pospiesznie wzrok od dziewczynek i na wszelki wypadek zadarł głowę w górę, ku dachom, jakby lękając się, że zaraz pospadają z nich naruszone, rozchwiane dachówki. Nic jednak nie zamierzało spaść. Nad dachami nie wznosiły się pomarańczowe i piaskowe wieże, jak w wymyślonym mieście. Zobaczył tylko anteny i kominy, oraz kilka zwisających rynien.

Stał tak, przyglądając się uliczce i sycąc się jej widokiem – trochę powszednim, trochę zmierzchającym. A kiedy czas znów uzyskał do niego dostęp, ruszył dalej, wspominając uliczkę i tęskniąc za Sigil.
16:19, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 lipca 2005

"Brrrr - verdana mi wskoczyła, a niech ją, jak ona to robi, że zawsze się wpechnie, a ja nie mam czasu na jakieś tam odverdanianie wpisu. Nie mam czasu bo mnie goni dzisiaj wszystko, bo mi się ręcę trzęsą, nawet gdy wyciągam wydrukowaną stronę z drukarki, bo drukarka się zacina, bo jak nie dziś, to nigdy... co tu tak pachnie apetycznie? Ależ ja jestem głodny..."

Takie to myśli krzątały się po głowie Tego od teledysku, robiąc tym niezły harmider i za nic nie dając mu się skupić.

Bo są takie piątki, które można tylko przetrwać. I choć nie powinno nastręczać to trudności, ponieważ owo pragnienie przetrwania dzielą wszyscy pracownicy w budynku, łącznie z kierownikami i dyrektorami, wyjątkowo starającymi się nie wchodzić w taki piątek nikomu w drogę - bo a nuż zapyta, zagai, zatroszczy się...

Za oknem jest lato - myśli Ten od teledysku i - choć jest wielbicielem burz, deszczów i śnieżnych zawiei, ta myśl sprawia mu przyjemność.

A to wszystko przez Ikę.

Ika wpadła do pokoju Tego od teledysku i zanosząc się śmiechem zawołała:

- Spotkałam na korytarzu panią sprzątaczkę. Zapytałam ją, czy nie mogłaby przetrzeć kurzu z lamp, a wtedy ona odpowiedziała mi, że nie może, bo nie ma takich uprawnień. Przecierać lampy mogą tylko elektrycy!

W tym momenicie zorientowała się, że pomyliła piętra, a za tym i pokoje, jeszcze mocniej, wyraziściej i weselej parsknęła śmiechem i uciekła.

No i Ten od teledysku nie może się teraz skupić.

14:21, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 lipca 2005

Temu od teledysku przyszło niespodziewanie do głowy, że na świecie dzieje się, w każdej chwili mnóstwo rzeczy. I nie chodzi tu tylko o to, że w chwili, gdy pisał te słowa, urodziło się całkiem sporo nowych dzieci, oraz wykluła się trudna do wyobrażenia ilość mrówek, bo to byłyby całkiem niezłe tematy, tak na przemyślenia, jak i do zanotowania, ale o wpadki, przypadki i niezwykłości związane z polityką oraz rzeczami jej podobnymi. Polityka, bowiem, przenika całe życie okolic Tego od teledysku, rozmowy jego znajomych i przyjaciół, oraz jego rozmowy z znajomymi i przyjaciółmi. I wcale nie zdziwiło, Tego od teledysku, że polityka przenika także sporą część blogów, pamiętników, dzienników, wspomnień, a nawet marzeń. Wszystkie te, w gruncie rzeczy nieciekawe, zastanowienia, doprowadziły go do chwili wahania, w której ważyły się losy niniejszej notki. Wreszcie uznał, że nie ma siły, musi i on napisać coś o polityce.

A ponieważ nie czuł się szczególnie mocny w tym temacie, postanowił sięgnąć do swej prywatnej klasyki myśli politycznej. Efekt sięgnięcia poniżej:

Nieco później przyjaciele Dyrektorki uznali, że nie nadaje się już na to stanowisko i wobec tego zrobili ją Inspektorem, wtrącającym się w działalność innych Dyrektorów. A gdy stwierdzili, że i tu nie ma z niej wielkiego pożytku, wkręcili ją do Parlamentu, gdzie działa spokojnie po dziś dzień.”

Ponieważ powyższy cytat pochodzi z czwartego tomu opowieści o Narnii C.S.Lewisa, powstałego w okolicach lat pięćdziesiątych, zapoznawszy się z nim, Ten od teledysku doszedł do wniosku, że w polityce, najwyraźniej nic się, z biegiem lat nie zmienia, a Chińczycy, jak zawsze, trzymają się mocno. Związku z tym, uznał, nie warto chyba tracić czasu na coś, co jest zawsze, niezmiennie nieciekawe.

I z czystym sumieniem zajął się czym innym.

08:30, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2