RSS
poniedziałek, 28 lipca 2008
Ulewy przeszły w upały. Ten od teledysku wybrał się na dłuższy spacer i oparzył sobie kark od nadmiaru pewności siebie zmieszanej z głupotą, które przeszkodziły mu w zabraniu kapelusza. Teraz, ilekroć zadziera durny łeb w górę czuje pieczenie. Z tej też przyczyny przez ostatnie dwa dni częściej patrzył w dół.
Na dole jego rodzina zachowuje się jak plażowy piasek podczas tsunami. Jakimś zrządzeniem okoliczności podobnie zachowują się jego krewni i znajomi. Ten od teledysku, któremu głupota i pyszałkowatość odebrały na pewien czas zdolność błądzenia z głową w chmurach, gapi się w dół i nadziwić się nie może.
Znajduje się w sytuacji nienawidzącego puzzli człowieka, który uświadomił sobie, że całe życie jest jedną wielką układanką.
Próbuje to poukładać po swojemu. Kombinuje. Splata historie.
Na początku jest nam łatwo, bo jest nam wszystko jedno. Sprawy komplikują się z każdą rozpoznawaną i zapamiętywaną twarzą, z każdym poznawanym słowem. Aż w końcu jesteśmy oplątani nimi tak dokładnie, że potrzebowalibyśmy i kilku żywotów, by wyplątać się z tego dowcipu Ariadny, który miał nas ponoć wyprowadzić z labiryntu. Niestety, nici splątały się nie gorzej od tuneli, z których miały nas wyzwolić.
Radzimy sobie i z tym. Cierpliwie i z zapałem, potem już głównie odruchowo. Upraszczamy wyjaśnienia, ograniczamy ścieżki i automatyzujemy wybory. Znajdujemy sobie bardzo konkretne to i owo i dzięki powolnej, upartej tresurze przyzwyczajamy się do nich. Odnajdujemy potajemne, intymne sposoby i wskazujemy sobie cel i człowieka, z którym go osiągniemy. Nabieramy powietrza w płuca i oddychamy pełną piersią - jest dobrze.
A jednak, czy jesteśmy jak Ten od teledysku z jego słownymi łamigłówkami, czy jak Szałapach, który słowami gardzi, ilekroć bawimy się w wznoszenie sum zawsze wychodzą nam dziwne wyniki. I gdziekolwiek, kimkolwiek i jakkolwiek byśmy nie byli, zawsze dopadnie nas ta dziwna, przejmująca chwila, gdy dwa i dwa naszego życia równać się będzie jak w tytule.
21:44, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 lipca 2008
Sami to sobie robimy. Od spojrzenia do gestu, od gestu do słowa od słowa do czynu. Odmierzamy sobie życie i raczej rzadko trafiamy w idealną dawkę. Za dużo zaufania do kogoś, za mało zaufania do kogoś. Za dużo wiary w siebie, za mało wiary w siebie. Gnamy jakby nam skrzydła urosły, albo zwijamy się w kłębki bólu daleko od ludzi. Nawijamy jak najęci, milczymy. Coś nas niesie, coś nas przygniata do ziemi.
Fundujemy sobie stresy, lub stygniemy i jęczymy, że nam tak samotnie i nieszczęśliwie.
A jeśli uwolnimy się od wszystkich tych skrajności, uciekamy znów do nich z obawy przed stagnacją.
Szałapach goli się z okazji buntu przeciwko tradycyjnemu szapachowemu buntowi przeciw niedzieli. Ten od teledysku szykuje się do spotkania z Pieszczochem. Ruda nachyla się nad klawiaturą, gdzieś daleko, w domu u rodziców. Leśnik ciągle przeciera oczy ze zdumienia. Wszyscy tacy... tymczasowi.
Jedni oglądają się wciąż przez ramię czując nieustannie na karku oddech kostuchy. Inni udają, że jej nie ma i gnają niezarzymanie przed siebie. Jeszcze inni stoją w miejscu i zapisują litanie niezadowoleń z samych siebie.
Szałapach zacina się i klnie. "To od tego myślenia" - warczy w cieniu szarych komórek - "Gdyby człowiek nie myślał, to..."
Zostawmy go tak nad białą umywalką z kilkoma kropelkami krwi. A nuż coś odkryje? Nie chcielibyśmy przy tym być. No i istnieje szansa, że zapomni o odkryciu jeśli nikt z nas go nie zapisze.
18:20, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 lipca 2008

- Dotknij mnie – mówił Szałapach. – Dotknij mnie, to takie proste. Jeden gest. Krótki. Może być szybki. Wcale nie potrzeba do tego wielkiej odwagi. Dotknij mnie.

Siedzieli z Tym od teledysku pod oknem, przy stoliczku w ceraczaną kratę, talerzu słonych paluszków i dwóch butelkach piwa. Ręka Tego od teledysku zawisła nad paluszkami, trochę niepewnie, trochę bojaźliwie. Kącik jego ust bardzo chciał pociągnąć za sobą resztę w szybkim porozumiewawczym uśmiechu, napotkał jednak na niespodziewany opór całej twarzy. Oczy Tego od teledysku zamarły w skupieniu charakterystycznym dla kotów gotujących się do ucieczki.

- Dotknij mnie – upierał się Szałapach. – To nic takiego. Seria impulsów elektrycznych w twoim mózgu, potem napięcie mięsni, rozluźnienie i moje i twoje receptory pobudzi czucie. Można to wytłumaczyć fizyką, można to wytłumaczyć chemią – można to oswoić na dowolną ilość sposobów. Dotknij mnie.

Myśli Tego od teledysku skłębiły się w ciemnosiną chmurę i rozpętały burzę. Za oknem było pięknie – słonecznie, ale nie gorąco. Kwiaty rozkwitały, kasztanom żółkły chorobliwie liście, ktoś trzepał dywan. Gołąb mieszaniec po wystawowcu i zwykłej dachówce przyglądał się ciekawie kotom. Dłoń Tego od teledysku zadrżała od huraganu myśli i emocji.

- Dotknij mnie – natręcił Szałapach. Dotknij mnie. Dotknij mnie. Dotknij. Tak mówiła, rozumiesz? Namawiała, kusiła. A ja myślałem tylko o tym, skąd u niej tyle słów? Kobiety nie nęcą słowami, doskonale wiedzą, że zbyt jesteśmy durni, zbyt prości, zbyt ograniczeni, by dać się nęcić jakimiś poezjami. Mężczyźni reagują na hasła i widok. To kobiety zdobywa się słowotokiem. Więc ona mówiła, a ja kombinowałem jak idiota. A przecież nie kombinuje się w takich momentach!

- I? – odezwał się wreszcie Ten od teledysku. Lekko ochryple, ale z ulgą.

- Och – machnął Szałapach. – Uciekłem oczywiście. Nie zniósłbym zamachu na moją swoistość. Ale to nie ważne. Wciąż nie rozumiem skąd u niej tyle słów. I po co?

Paluszek pękł z ulgą w zębach Tego od teledysku. Chrupanie zagłuszyły uderzenia trzepaczki na podwórku. Jakiś kot, u którego brawura pokonała rozsądek skoczył i gołąb mieszaniec czmychnął chichocząc.

- Kobiety tak mają – wyjaśnił Ten od teledysku w chwili natchnienia. – Obserwują cię, badają, a potem, gdy już wiedzą co najbardziej cię pociąga, co lubisz, chwytają cię na to.

- Ale ja nie lubię słów! – zaprotestował Szałapach. – Nie lubię gadania!

- Skoro cię na to łapała, to znaczy, że lubisz. – odparł Ten od teledysku, bardzo zadowolony, że choć raz to on tłumaczy świat Szałapachowi.

- Chyba wiem co lubię, a co nie! – nastroszył się Szałapach.

- One wiedzą lepiej, kobiety. To zawsze wiedzą lepiej.

17:45, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »