RSS
środa, 23 września 2009
Dzień upłynął Temu od teledysku na robieniu pierogów. Gdyby był kobietą, uwinąłby się raz dwa i nie poświęciłby całemu wydarzeniu choćby przecinka, chyba że na jakimś forum kulinarnym. Jego wpis nosiłby wtedy tytuł: "jak nie przesalać farszu". Ponieważ Ten od teledysku kobietą nie jest, robienie pierogów zajęło mu pół dnia. Towarzyszyło mu śpiewanie, kuśtykany cień tańca, pogaduszki z kotem, którym zajmuje się na czas urlopu Szałapacha i rwane dialogi z bezczelnie ciekawskimi gołębiami. A kiedy wreszcie pierogi zrobił, zjadł pełen ich talerz oglądając jakże adekwatnie dobrany serial: "Defying gravity" po czym całkowicie z grawitacja przegrywając rąbnął o sprężyny wersalki cięższy o 25 pierogów. Zdumiał go ich ciężar.
- Dwadzieścia pięć pierogów! - zawołał wyobrażając sobie w tej scenie Danny'ego Aiello krzyczącego do jakiegoś Ala Pacino. - Dwadzieścia pięć! Kiedyś potrafiłem zjeść czterdzieści! I to większych niż te! - dramatycznym gestem wskazany zostałby pusty talerz.
- Tak jest, don - mruknąłby po swojemu Al Pacino.
- Myślisz, że jestem skończony, co? - warknąłby Danny Aiello. - Że nie potrafię poradzić sobe z dwudziestoma pięcioma pierogami?
- Właściwie było ich dwadzieścia cztery, don. Bo jeden...
- Wynoś się!
Al Pacino wynosi się posłusznie, a Danny Aiello opada w fotel i gapiąc się w przestrzeń, w której widzi swoją przeszłość i przyszłość liczone w milionach umykających pierogów, mruczy sam do siebie:
"Dwadzieścia pięć pierogów!"
17:15, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 września 2009
Mężczyzna, który nie został dziadkiem Tego od teledysku nosił imię Antoni. Wybory sztabów i komisji rekrutacyjnych wcieliły go do Armii Poznań. Być może specjaliści do wojskowości II Rzeczpospolitej byliby w stanie wyjaśnić jak mieszkaniec Lwowa znalazł się tam, gdzie się znalazł. Ja nie mam o tym pojęcia, a i Ten od teledysku przyłapuje się czasem na myśli, że niewiele wie i niewiele pytał o Antoniego. Faceta, którego nazwisko jego babcia, Aniela, nosiła do końca życia i które w końcu zapisano na krzyżu zatkniętym w jej grób. Podobno był przystojny. Zachowało się zdjęcie ze ślubu i Ruda zobaczywszy je prawie pisnęła z zachwytu. Wrodzona skłonność Rudej do starszych facetów mogła tu oczywiście zrobić swoje, zresztą poglądy estetyczne kobiet chadzają niekiedy dziwnymi ścieżkami. Ten od teledysku sądzi jednak, że Aniela zgodziłaby się z Rudą (choć biorąc pod uwagę kolejność w czasie, to raczej Ruda zgodziła się z Anielą).
To był chyba czas pomieszania strachu i nadziei. Na pewno czas krwawego chaosu i całej tej nadpowszedniej ciemności jaką niesie każda wojna. Musiały się zdarzać akty tchórzostwa i łajdactwa, tak jak zdarzały się momenty chwały. Ścieżka poprzez nie zaprowadziła Antoniego pod Bzurę, gdzie pozostał już na zawsze. Jego ciała nigdy nie odnaleziono, a w każdym razie nie zidentyfikowano. Może więc spoczywa w jakiejś zbiorowej mogile, a może musiały zaopiekować się nim mchy i ziemia. 
Więc jeśli mógłbym coś napisać o tej wojnie, w której nie brałem przecież udziału i która wydarzyła się tak bardzo dawno temu, a która wciąż jest tak bardzo obecna, to musiałby to być chyba jakiś obrazek Antoniego i Anieli. Ale nie poznałem nigdy Antoniego, lwowskiego przystojniaka. 
Wojna pozostanie więc w obrazie Anieli, która nigdy już nie zmieniła nazwiska, choć przecież spotkała potem dziadka Tego od teledysku, kolejnego Lwowiaka szukającego sobie nowego miejsca na Ziemi.
Ta wierność nazwisku, pamięć o mężczyźnie oficjalnie uznanym za zaginionego, ukazuje jak bardzo pękł świat dawno temu, pierwszego września. To nie tak miało być i dla niektórych do końca nie było. Aniela na zawsze pozostała w strzępach rzeczywistości, którą jej wydarto i nic nigdy nie naprawi jej daremnego oczekiwania.
09:25, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »