RSS
poniedziałek, 27 września 2010
Trochę to zajęło, ale Szałapach wspiął się w końcu na dach. 
Najpierw musiał pokonać te mniejsze schody o szerokich stopniach i śmiesznych, fikuśnych poręczach z wzorkami i złotą farbą. Później korytarzem, którego oznaczenie kodowe ignorował doszedł do schodów kręconych jak drogi skojarzeń Tego od teledysku i nimi wspinał się przez chwilę, z każdym krokiem pojękując i postękując. Nie zapalił świateł, dlatego stawiał stopy ostrożnie. Cieszyła go ciemność, w której każdy dźwięk brzmiał mocniej i tajemniczej. Kto inny może by się bał, ale dla Szałapacha to właśnie ciemność sprawiała, że budynek należał do niego. W dzień pozostawiał go tłumowi firm i zatrudnianym przez nie armiom. Nocą tylko on chodził o korytarzach. Administrator budynku próbował wprawdzie zatrudniać stróży nocnych, żaden jednak nie utrzymał się długo. Odstraszało ich to, co uważali za duchy. Administrator podejrzewał Szałapacha i kiedyś specjalnie chodził za nim krok w krok. "Duchy" hałasowały jak zwykle, a Szałapach dowiódł swej niewinności. Administrator poddał się.
Przeszedł prze strych starając się nie straszyć kun. Słyszał jak pociągają noskami i widział błyski ich oczu. Ignorując je dotarł do klapy na dach. Pospierał się trochę ze sobą i wreszcie wyszedł.
- Chyba z pół roku tu czekam - przywitał go gderliwie Ten od teledysku a Inka aż zasyczała.
- Mam nadzieję, że nie wypiłeś całego wina - burknął tylko Szałapach i usiadł by popatrzeć na miasto. 
Siąpił deszcz, ale jakoś poradzili sobie z tą niedogodnością. Jesień ma swoje prawa, a dom to dom.
21:43, tenodteledysku
Link Komentarze (2) »
wtorek, 21 września 2010
Nigdy by mu nie uwierzył, gdyby powiedział mu, że o nim zapomni. Nieśli podobną ilość lat i wspinali się na te same drzewa. Snuli podobne wyobrażenia i biegali po nich. Kiedyś przyłapano ich na czymś nieprawomyślnym (spokojnie, nie był to kidnaping albo napady na banki, jedynie kilka jabłek z cudzego sadu, albo szyba rozbita złośliwemu sąsiadowi, może jakieś hasła na murze), kiedyś się pobili, tak naprawdę, nie dla zabawy. Kilka razy bili się przeciw innym, dla frajdy albo na bardzo poważnie. Nie, żeby byli wielkimi przyjaciółmi, ale zdarzały im się wspólne chwile, z tych, co to serca biją w nich mocniej aż mózg pulsuje do przyspieszonego rytmu krwi a czas zwalnia. Można powiedzieć, że działo się to całkiem niedawno.
Bywało, że gadali długo i bez sensu, albo z sensem ulotnym, dostępnym tylko dla tych, którzy powtajemniczali się nawzajem w swoje błahe sekrety.
Nigdy nie powiedział mu, że o nim zapomni, a gdyby nawet tak się stało, nie uwierzyłby mu.
Ten facet, którego Ten od teledysku zupełnie nie pamięta.
21:37, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 września 2010
Z jakiegoś powodu chciałem napisać o tym, jak Kudłaty zapytał Tego od Teledysku co sądzi o wątróbkach. Tłem dla pytania był inny kraj, klimatyczny lokal, większa wyprawa i wspólne tematy. Można powiedzieć, że była to miła chwila.
Teraz jednak Ten od teledysku tkwi przysypany ofertami sieci telefonii komórkowych. Wpatruje się w prospekty tabletów i netbooków. Sieć mu szumi w głowie, a wątróbka na cztery sposoby to przeszłość równie zamierzchła jak wszystko to, co zdołał zapomnieć z minionego tygodnia. Tysiące drobiazgów, które bynajmniej nie składają się na jego życie, bo jakże by mogły, skoro nikt ich nie pamięta.
Ten od teledysku przygląda się lasce kiełbasy w lodówce i stara się nie myśleć o wątróbce zasmażanej z cebulą. W głowie ma oferty biznesowe i bank, który bardzo chce go ubezpieczać od wszelkich wypadków. Postanawia dać spokój kiełbasie i zaczyna szukać miodu. Pamięć telefonu podpowiada mu rychłą datę urodzin chrześnicy. Komputer wywołuje go - ktoś znajomy pojawił się na gadulcu. Istnieją kuszące go telefony potrafiące znacznie więcej od tego, który posiada. Ten od teledysku snuje się pomiędzy przepisami z sieci, reklamami z sieci, znajomymi z sieci i z całych sił nie myśli o wątróbce po piracku. 
21:11, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 września 2010
Pomiędzy reklamą niewidzialnych i niewyczuwalnych podpasek a reklamą nowych perfum, które potrafiłyby uwieść nawet śnieżnego bałwana (gdyby był przystojny, oczywiście), pomyślała, że mogłaby być kotem. Nie sobą - pamiętającą zbyt dużo z przeszłości, taką, jaką była i zdolną do wyobrażania sobie jej taką, jaką mogła by być, ale kotem. Koty pamiętają świństwa i dobroć, jeśli im się ją okazuje. Pamiętają swoje ścieżki i strategie polowań. I wiedzą, że jeśli spojrzą na człowieka tymi wielkimi oczami to prędzej pęknie mu serce, niż nie spełni ich życzenia. Chyba, że to człowiek bez serca, tacy pozostają nieczuli i na perfumy zdolne stapiać lód. Żyją dłużej niż myszy i złote rybki a ich myśli i pragnienia są puszyste i szybkie.
Nie opowiedziała o tym Szałapachowi gdy przyszedł. Prawdę mówiąc nie opowiadała mu nic. Kiedyś spróbowała, ale przerwał jej w pół słowa. Nie chciał słuchać jej opowieści, co konsternowało ją lekko. Czy mieli rozmawiać tylko o tym, jak poznali się w szpitalu, gdy biegał jak opętany od pacjenta do pacjenta, od sali, do sali?
Ponieważ nie mogli przecież tylko milczeć, uznała, że pozwoli mu mówić. W efekcie przez pierwsze dwa spotkania tylko patrzyli na siebie. Podczas trzeciego nie wytrzymała wreszcie i powiedziała, że przecież mogłaby być kotem.
- Koty - odpowiedział - nie pamiętają zbyt dużo z niepotrzebnej przeszłości i nie wyobrażają jej sobie inaczej. Ich pamięć i myśli są szybkie i puszyste.
Przerwał na moment, ale nim zdążyła wyrazić zdumienie, przerwał jej, jak to miał w zwyczaju:
- A Ty czasem potrafisz spojrzeć tak, jak one. I aż zdumiało mnie, jak niemal złamało mi to serce, gdy musiałem ci odmówić. A myślałem, że już go nie mam.
Ten od teledysku zdziwiłby się, gdyby widział i słyszał ich oboje. Zdziwiłoby go jak trafnie Szałapach potrafi milczeć do kobiety i jak idealnie ona potrafi milczeć do niego. Że w ogóle mogło dojść do czegoś takiego.
21:07, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »