RSS
niedziela, 22 stycznia 2017

Kiedy świat wiruje coraz szybciej napędzany szaleństwami obaw przed politykami i szaleństwami samych polityków, Jasna siedzi w knajpie pełnej zbyt młodych ludzi i tłumaczy Temu od teledysku, że o nerwicę i depresję przyprawia ją myśl o nadchodzących, czterdziestych drugich urodzinach. Ten od teledysku czerpie z jej zmartwień nieco niedobrej satysfakcji. Otula się śmiesznym poczuciem samozadowolenia wynikającego z faktu, że jest już starszy. Może więc się napuszyć niczym Szałapach, spojrzeć z góry i protekcjonalnie poklepać Jasną po plecach. Jeśli tego nie robi, to dlatego, że znów od paru dni czuje się nieswojo sam ze sobą. To nie jest dobry moment na puszenie się.


Naokoło tłumią się ludzie wyglądający jak nastolatki, które popodrabiały dowody. Zapewne to studenci, ale optyka Tego od teledysku zaczyna cierpieć na zachwiania dojrzałości. Każdy, kto nie skończył przynajmniej dwudziestu pięciu lat jest dlań dzieckiem. Przy czym potrafią to być bardzo ładne dzieci, jak na przykład ta blond okularnica o rozbieganych oczach. Tylko, jeśli Ten od teledysku będzie się w nią wgapiał, wyjdzie na starego satyra stojącego przy barze w nadziei na wyrwanie małolaty. 
No więc nie patrzy, bo niby jakby miał wyjaśnić, że byłoby to dla niego jak pedofilia?

Jasna żali się, że Rudy chce ją wysłać do Stanów, żeby samemu poszaleć po Bałkanach. A ona nie chce do Stanów, woli te Bałkany z chłopakami. Ten od teledysku nie dziwi się jej nic a nic. Ale rozumie Rudego, który czasem potrzebuje uciec z domu. No i on sam, choć lubi Jasną, wolałby oszczędzić sobie czasem jej entuzjazmu. Jak w tej sytuacji, gdy dwie godziny wcześniej rzucił, że kolo przy barze wygląda jak młody Morgan Freeman, w związku z czym Jasna zawołała: "hej, Mister, mój friend mówi, że wygląda pan jak młody Morgan Freeman". Nie dowiedzieli się, jak miał na imię, ale wcale-nie-młody-MF spędził z nimi godzinę przy stoliku zaśmiewając się w głos i wołając: juarkrejzy, pipoł! juarkrejzy end ajlawiuł! Ten od teledysku lubi czasem poznawać nowych ludzi, ale lubi też decydować o tym kiedy i kogo poznaje. Podczas wyjazdów, gdy Rudy ucieka z domu na dwa, trzy tygodnie, są jednak powściągliwsi. Może tracą już ciepło? Stygną w samych sobie? Może i tak. Ale Ten od teledysku przepada za ich remikami rozgrywanymi w górach, lasach, na ławkach pod murami średniowiecznych klasztorów, nad  jeziorami, na tarasach z widokami na morza i nad morzami. W pociągach, knajpach, wynajętych domach. Przy piwie, winie, wódce. Nie trzeba nic mówić, czasem klnie się ze śmiechu.

 

Nikt nie przychodzi. I czasem tak właśnie też jest dobrze.

 

Pożegnali się z Jasną. Wsiedli, każde do swojej taksówki. Piątek dobiegł końca. Przed nimi sobota, niedziela a potem nieznośność.

 

 

 

 

 

 

 

11:57, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 stycznia 2017

Codziennie bierze ją na nowo. Ona, oczywiście, trochę się opiera, jak to kobiety, które chcą, ale boją się. Bo przecież przesadne makijaże, sukna opływające po krągłościach, piersi napięte nienawidzącymi grawitacji, za to lubiącymi dociskanie biustonoszami, świadczą o tym, że one marzą tylko o twardym tłoku wbijającym się w nie jednostajnie mocno, w z przekonaniem.

To proste przekonanie. Tak naprawdę, nie różni się od nastoletnich marzeń o jedynych i wzniosłych spełnieniach, o chwilach między wami dwojgiem, które będą inne od wszystkich innych doznań. Kiedy dorastasz, twoje marzenia i cele parszywieją, za to twoja odpowiedzialność uwzniośla się. Być może ci, którzy buntują się przeciw temu naturalnemu procesowi, zmieniają się w krwawych tyranów.

Ale Ten od teledysku cały czas sądzi, że uda mu się być Piotrusiem panem bez przypadłości.

 

 

23:28, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 grudnia 2016

A było to tak.

Pieszczoch uznał, że stolica nie jest dla niego miejscem na Święta, wsiadł więc w samochód i sześciogodzinnie zmagając się z mgłą gęstą jak pogarda żywiona przez polityków do wyborców, przedarł się do Krakowa. Sen pozwolił odzyskać mu siły, wysłał więc wspólnego esemesa do Ojcu i Tego od teledysku, z wieścią, że przybył i oczekuje ich entuzjastycznej ochoty na spotkanie.  Tot odpisał dyplomatycznie, że on i owszem, ale nie wie jak Ojcu, a Ojcu nie odpisał, bo nie zauważył.

Jak się okazało, zauważył ciut później i odpisał, ale tylko do Pieszczocha. Wspólnie wpadli na genialny, zważywszy przedwigilijną porę, pomysł, by zrobić Totowi niespodziankę i uprowadzić go na miasto z zaskoczenia. "Umówmy się o dwudziestej na Ryku Podgórskim", zaproponował Ojcu. Obaj spiskowcy zgodzili się, że to świetny plan.

O dwudziestej Ojcu zjawił się na Rynku Podgórskim (po wschodniej stronie kamienicy Tota), ale nie zastał tam Pieszczocha, ten bowiem czekał już po zachodniej stronie budynku. Czekali na siebie nawzajem około dwudziestu minut. Potem przemarznięty i zirytowany Pieszczoch wysłał esemes: "gdzie jesteś?"

Tylko bogowie informacji wiedzą, czemu ta wiadomość dotarła do Tego od teledysku, który odpisał: "w domu". Chwilę później Pieszczoch domofonił już do niego, a gdy pokonał wszystkie bramy, wpadł do mieszkania Tota rycząc ku jego zdumieniu: "Gdzie jest ten palant, który kazał mi tyle czekać?"

Ten od teledysku zamarł zdumiony, Pieszczoch minął go rycząc wspomniany tekst, przeleciał przez mieszkanie, a nie zastawszy w nim Ojcu, zawrócił do Tota i wywrzeszczał: "Gdzie jest ten palant?"

"Kto?" - szczerze zdziwił się Tot, wciąż jeszcze nie wiedząc jeszcze, że padł ofiarą niespodzianki.

W tym czasie Ojcu cierpliwie marzł na Rynku Podgórskim.

01:05, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 września 2016

Dziś nie jest w pełni człowiekiem. To proste. Wydaje mu się, że nie może na przykład wmieszać się w tłum zakręcony na ciemnym parkiecie jakiejś dyskotekowej piwnicy. Że nie może stanąć obok dziewczyny w barze, zagadać, a potem wyjść dokądś z dłonią na jej biodrze. Że gdyby teraz wybiegł z domu, to czułby się niekomfortowo z takim gestem, że kilkadziesiąt rodzajów okazywania emocji nie leży w jego naturze i możliwościach.

Że coś mu się dziś nie uda. A to, co się uda, nie będzie satysfakcjonująco dopełnione.

Ten od teledysku od rana chodzi pobudzony. Nadużywa słowa: "jakiś" na opisywanie świata. Z niechęcią myśli o konieczności wypicia alkoholu w towarzystwie Pieszczocha. Klnie, ale żadne z przekleństw nie wydaje mu się wystarczająco silne.

Człowiek w pełni, to ten, którego stać na każdy rodzaj gestu, jaki potrafi z siebie wydobyć.

19:19, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 sierpnia 2016

Najpierw drze się pies. Albo nie. Najpierw ten sam taksówkarz, co zwykle (jak okazuje się po raz trzeci) pyta: "a, pod te drzwi?". Potem rozmawiacie o podróżach, a on rzuca: "no niestety, nie chce być inaczej, znowu dwadzieścia dziewięć", potem drze się pies, potem miejsca w mieszkaniu brakuje na rzeczy z walizki większej wewnątrz niż na zewnątrz. Łyk piwa. Spacer do Żabki, żeby nakarmić lodówkę. Spacer do restauracji, żeby odkryć jak artystycznie potrafią tam układać puste przystawki. Na szczęście pełne danie jest pyszne i syte, choć znów okazuje się, że krewetki smakują lepiej tam, gdzie mieszkają.

 

Później Ojcu i Ten od teledysku spędzają, jak zwykle, miłe chwile podsumowując ostatni weekend, który konsumpcyjnie składa się z: czeskiego wina, macedońskiego wina, serbskiej śliwowicy, czeskiego piwa oraz sera dorastającego przez rok i opowieści.

 

Odkrywają, że to już prawie jesień. Próbują odgadnąć jakie zwierzę hałasuje w krzakach za ich plecami. Ojcu obstawia jeza i chyba ma rację. Opowiadają sobie w zabawny sposób o swoich przygodach.

 

Potem pożegnanie, serdeczne, wesołe.

 

Aż wreszcie Ten od teledysku wraca do domu, rozściela łóżko, kładzie się w nim i zaraz musi wstać, by napisać to wszystko, co powyżej, byście zrozumieli, jak dziwne jest to, że właśnie, po raz pierwszy w życiu, poczuł się tak bardzo obco we własnym łóżku.

 

00:58, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 czerwca 2016

Odkąd trzy lata wcześniej pierwszy szerszeń wpadł do mieszkania Tego od teledysku rozpoczynając tym samym prawie co wieczorną serię odwiedzin, kończących się zwykle śmiercią nieproszonych gości aż do tego jednego razu, gdy szerszeń ukrył się między książkami, by przenocować między nimi i spokojnie odlecieć o świcie, Ten od teledysku ciągle słyszy bzyczenie. Jakby szerszenie wygryzły gniazdo w styropianie oblepiającym ocieplająco ściany jego mieszkania. Czy Ten od teledysku siedzi przy biurku, czy kładzie się spać, coś bzyczy.

 

Szerszenie nie przylatują ostatnio, choć przecież przysłały zwiadowcę wiosną. Ale wczoraj coś sporego przeleciało obok głowy Tota, dostrzegł jeszcze przezroczyste skrzydła, duże ale roztrzepotane bardziej jak wśród ciem, niż szerszeni. Wyobraźnia dopowiedziała żółty korpus, albo może oczy naprawdę go dostrzegły. Stwór był jednak cichy. Czmychnął w odmęty sargassowego kawałka podłogi, gdzie puste kadłuby butelek po winie ociekają kurzem po ostatniej wizycie Rudego. "Widziałem kolibra u siebie na balkonie", opowiadał Rudy przeglądając etykiety na butelkach wyciąganych z "piwniczki" - ciemnej przestrzeni za łóżkiem wyszczerzonym z segmentu uginającego się pod książkami, to tam kiedyś ukrył się szerszeń, "Rok temu nie mogłem uwierzyć, że widzę kolibra w Belgradzie na Dunaju, a wczoraj widziałem go u siebie na balkonie w Nowej Hucie." Stwór zniknął i być może Ten od teledysku znów nocował z obcym.

 

I może właśnie myśl o tym nie dawała mu spać. Obudził się w okolicach czwartej. Odsunął firankę, otworzył szerzej okno i prawie całkiem odrzucił kołdrę ciesząc się chłodem świtu. Ptaki darły się po swojemu, a on uświadamiał sobie, że ostatnio coraz mniej spotyka na podwórku gołębi, choć innych ptaków przybywa. Może to sprawka kun, może lisów, może puszczyka, który całkiem niedawno wpadł na pomysł zapolowania na miniaturowego psa sąsiada?

 

Spróbował zasnąć, ale to nie takie proste, gdy już się raz otworzy oczy i nie zamknie ich wystarczająco szybko. Leżał więc nie myśląc przez chwilę o niczym, aż uprzytomnił sobie, że znów słyszy bzyczenie. Pomyślał o szerszeniach budzących się tuż obok jego głowy w gnieździe wygryzionym w ścianie. Ale to nie szerszenie się budziły a miasto. Ruch narastał na głównych arteriach nie tak całkiem dalekich od podwórka Tego od teledysku. Dobiegał doń właśnie jako bzyczenie. Uparte, niezmożone, narastające coraz wścieklej.



Za chwilę obudzi się wszystko. A wtedy jeden z tych skurwieli, którzy od trzech lat remontują kamienicę obok Tego od teledysku przy użyciu wierteł znów wprawi cały świat w wibracje. Ten od teledysku codziennie myśli o nożu w szufladzie, którym mógłby podrzynać gardła wszystkim draniom z świdrami i wiertarkami. Albo marzy, że mógłby się dogadać z szerszeniami, żeby to one pozabijały robotników w kamienicy obok. Czasem dochodzi do wniosku, że  jedynym rozwiązaniem jest wysadzenie całej kamienicy.



Tak się to właśnie zaczyna, Od bzyczenia, którego nie można ugasić.

 

 

06:26, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 czerwca 2016

Rudy biegł środkiem drogi machając rękami, jakby spodziewał się, że tej nocy grawitacja musi wreszcie mu ulec. Tak rozświergolonego Ten od teledysku nie widział go chyba jeszcze nigdy. Rudy cieszył się ze wszystkiego i do wszystkiego się śmiał. Nie potrafił usiedzieć w jednym miejscu. Podczas, gdy Ten od teledysku i Os. oddawali nieco absurdalnej przyjemności rozmawiania w dwóch językach równocześnie, Rudy biegał wokół nich i cieszył się życiem; beztrosko, nieco na przekór sensom. Aż wreszcie oświadczył, że nie zgadza się na to, by wieczór zakończył się tutaj, że muszą wszyscy iść do Cycatki, inaczej cały ten wyjazd się nie spełni.

 

- Cycatka? - zapytała blondynka, najbardziej chyba spośród gospodarzy zainteresowana rozmową.

 

Spróbowali jej wytłumaczyć. Gdy zrozumiała, wymieniła z kolegami kilka uwag w języku, z którego Ten od teledysku rozumiał mniej, niż piąte przez dziesiąte. Rozpoznał jednak rozbawienie na ich twarzach, gdy je zobaczył.

 

Wyruszyli więc we trzech do Cycatki, choć ujrzeli ją wcześniej tylko przez chwilę, gdy mijali knajpę, w której stała za barem. Przez chwilę i we fragmencie ukazanym przez półotwarte okno. Ten fragment sprawił jednak, że Rudego opanowała obsesja nakazująca mu wymusić na pozostałych porzucenie przyjemnego miejsca i podróż przez pogrążoną w nocy ulicę wiodącą przez wieś, której prawie wcale nie znali do knajpy, której przaśność sprawiała wrażenie wyheblowanej tępo na pokręconym kawałku drewna.

 

Stali i jedyni bywalcy potraktowali przybycie Rudego, Tota i Os.a jak zdarzenie, które można jedynie zlekceważyć bądź zabić. Trzech durnych turystów zeszło ze ścieżki i wbiło się w środek spokojnego nocnego życia kilku mężczyzn uciekających zapewne co noc do knajpy prostej i posępnej, wolnej od ekstrawagancji ozdób, reklam, czy jakichkolwiek zbędnych zachęt. Oddawali się pod opiekę monstrualnej barmanki w miejscu zbudowanym jedynie z niezbędnych elementów: czterech ścian, kilku stołów, krótkiego baru składającego się z pięciu ścianek ze sklejki, piwa i Cycatki.

 

Nawet Rudy przyznał, że lepiej stamtąd odejść, nim nieodwracalnie zrujnują istotę tego miejsca swoją obecnością. Prędko wypili piwa i rozwiali się jak niepotrzebne sny.

22:49, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 czerwca 2016

...a to było tak. Siedzieli we dwóch w Punkcie Docelowym i kompletnie nie zwracali uwagi na pustkowienie knajpy, bo zbyt się skupiali na tej ultraślicznej nadseksownej blondynce, do której startowali obaj na przekór wichrom różnic wieku. Wreszcie Os. pierwszy raz podupadając na duchu i kondycji knajpowej bąknął: "to ja was zostawię" i zniknął. Dopiero wtedy Ten od teledysku zorientował się, że w knajpie został tylko on, prześliczna i barman. Ten ostatni przysiadł się i przyobejmował do przedostatniej, wobec czego Ten od teledysku też sobie poszedł. A w każdym razie tak mu się wydaje, bo prawdę mówiąc ostatnie zachody tego wieczoru trochę mu umykają.

 

W każdym razie w domu był po czwartej.

 

I oto dziś, przekracza Wisłę w jakże intelektualnym towarzystwie jednego z tych właśnie młodych pisarzy, którzy ostatnio są znani i należą do znanej grupy (pierwszej chyba takiej od czasów Skamandrytów). Ktoś wyskakuje zza pleców, okazuje się, że to znajomy literata i nowy sąsiad Tota. Chwila na uściski dłoni i wspólna decyzja prowadzi ich, już trzech, do Puktu... A stamtąd nagle piękna blondynka, zawarkoczowana, zgrabna, nadniebiańsko seksowna gna ku nim rozkładając ramiona, a właściwie rozrzucając je w dzikiej, spontanicznej radości. Hurra, co za powitanie. "ale szczęście ma literat albo sąsiad" - myśli Ten od Teledysku.

 

Cóż za błąd! To dla niego rozkładały się te ramiona, których nie zapamiętał, w imię wspomnień, których nie pamięta.

 

Jeśli to nie jest umieranie, to on nie wie, co może nim jeszcze być.

01:17, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 czerwca 2016

... napisała do Tego od teledysku, że jest beznadziejną osobą (ona, nie on). W efekcie od rana Tot stoi przed lustrem i wrzeszczy: "Ludzie ogarnijcie się! Ja za was tego nie zrobię!". Oczywiście, że nie. Wrzeszczy do lustra, bo doskonale wie, że sam się ogarnąć też nie potrafi. To jednak żadne usprawiedliwienie dla całej reszty świata.

10:25, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 czerwca 2016

Siedzieli z Rudym snując plany. Opowiadali o koralowych morzach, górach strzępiących chmury w poszarpane sny i o plażach, na których piasek jest zawsze jak złoty dotyk opuszków palców gejszy. Mówiąc prosto: śnili na żywo.

Rudy już prawie wątpi. Opowiada o tym, jak Jasna przebąkuje o rozwodzie. Myśli o uldze towarzyszącej straceniu ostatnich szans. Kiedy nie masz już nic, przed Tobą wszystko staje otworem. To prawda, o ile nie masz czterdziestu lat i dziecka. Ale, bądźmy szczerzy - kto z nas nie marzył o utopii wiecznego zaczynania od podstaw?

22:06, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21