RSS
poniedziałek, 27 czerwca 2005

Ten od teledysku uparł się, żeby napisać coś o poniedziałku. Wobec powszechnej mody na poniedziałkowe psioczenie, że to te poniedziałki takie owakie, wypadałoby - albo pisać prawdę, albo być oryginalnym. Ten od teledysku, jak wcale niemało ludzi na świecie, lubi być oryginalnym.

Rzecz w tym, że w głowie Tego od teledysku zamieszkała pustka. Ani mu o czym myśleć, ani, tym bardziej, pisać.

Ten od teledysku informuje, wobec tego, że jedyne, co ma do powiedzenia o poniedziałku, to że jego niezaprzeczalną cechą jest przemijalność, a za nią przedwtorkowość.

I wtorku wszystkim, jak również samemu sobie, Ten od teledysku, życzy.

16:58, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »

Kiedy wieczór przyniósł nareszcie trochę chłodu, Ten od teledysku i Szałapach spełnili swoje pogróżki i wdarli się na dach, by siedzieć tam bez poczucia sensu i patrzeć w dal. Po jakiejś godzinie tak pasjonującej rozrywki, Ten od teledysku poruszył się wreszcie, z lekkim zniecierpliwieniem. Nie odezwał się jednak. Dla odmiany zdecydował się spojrzeć nie w dal, ale na dachówki i wtedy dopadła go myśl o jaką by się raczej nie podejrzewał.

Z każdym dniem mówię coraz mniej – odkrył. Nie dlatego, że mniej osób zadaje mi pytania, że znajduję dla nich mniej wydumanych odpowiedzi, albo dlatego, że rzadziej uczestniczę w imprezach i piwnych spotkaniach po knajpach. Jednak nawet siedząc, idąc, jadąc obok kogoś znajomego, Ten od teledysku coraz częściej milczał.

Rzecz w tym, że używanie słów coraz rzadziej wydawało mu się konieczne. Przekazywał niezbędne informacje szybko i konkretnie. Mowa wykształciła się u ludzi przecież właśnie po to – abyśmy przekazywali sobie nawzajem informacje. Początkowo dotyczyły one ilości mamutów w stadzie, oraz nagłej, niespodziewanej obecności tygrysa szablozębego. Któregoś dnia jednak, ktoś zadarł łeb w górę i zapytał o to wszystko na górze. Wtedy najstarszy, lub najbardziej ciekawski z ludzi, zaczął wymyślać sposób na wytłumaczenie obecności nieba. A kiedy odkrył, jak ubogi jest jego słownik, rozpoczął produkcję nowych słów. I tak trwa to do dziś. Jednak, choć słów przybywa, możliwości ich zastosowania już nie. Społeczeństwo cywilizacji technicznej musi być, czy tego chce, czy nie, konkretne – brak mu czasu na poezje i metafory.

Poprzez dachówki, Ten od teledysku spojrzał w przyszłość. Zobaczył tam ludzi, którzy wcale już nie potrzebują słów. Porozumiewanie się między sobą sprowadzili do krótkich, ale szczególnie intensywnych przeżyć. Na powitanie dotykają się lekko, lub padają sobie w ramiona, kina pokazują filmy, na których ludzie wyłącznie się całują, lub zabijają, w gazetach można znaleźć przede wszystkim zdjęcia ozdobione dodatkowo barwnymi, zdecydowanymi ideogramami. Świat przyszłości – uznał Ten od teledysku – będzie światem “krótkiej piłki”. Po co tracić megatony słów na wyrażenie uczuć, kiedy można zrobić to samo jednym gestem. A lekki pocałunek dostarcza dużo większego ładunku uczuć niż siedemset wersów poematu. Słowa wychodzą i wyjdą z użycia, nasze prawnuki kompletnie by nas nie zrozumiały.

Ten od teledysku wyobrażał to sobie poprzez równo ułożone dachówki, kiedy jednak oderwał od nich wzrok, uświadomił sobie ze zdziwieniem, że takie myśli nie pasują do niego zupełnie. Nie pasują do tego stopnia, że nie powinny nawet pojawić się w jego głowie. Zdezorientowany spojrzał na Szałapacha. Ten uśmiechał się w milczeniu, głaszcząc Inkę.

Kotka mruczała.

11:28, tenodteledysku
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 czerwca 2005

Być może, jacyś szczególnie zapamiętali historycy zastanawiają się w piątki nad przeszłością – dzielą ją, kategoryzują i interpretują, poddają w wątpliwość lub potwierdzają. Ten od teledysku, w przeciwieństwie do tych potencjalnych pasjonatów, a wraz z nim, zapewne i większa część ludzkości, w piątki skupia się na przyszłości. Piątek jest jak ostatnie dni szkoły przed wakacjami, jak ostatnia osoba przed człowiekiem, który stoi w kolejce do lodów, oraz jak cała masa rzeczy tym podobnych. W piątek myśli się wyłącznie o sobocie. Jedni ją planują, inni cieszą się jej nadchodzącym smakiem. Ten od teledysku nie planuje. Prawdę mówiąc – nigdy, ale tego piątku w szczególności.

W sobotę, Ten od teledysku odwiedzi wieloklatkowy budynek, w którym pracuje i wspólnie z Szałapachem, do którego zaprowadziła go Inka, już przy pierwszym spotkaniu, wespną się na Dach. Odkąd Ten od teledysku przeczytał opis Steerpike’a wędrującego po dachach Gormenghast, ta kraina ponad głowami mieszkańców i przechodniów kusi go, niczym konkwistadorów Eldorado.

Rozsiądą się z Szałapachem na dachu. Szałapach zaciągnie się dymem z papierosa, a Ten od teledysku widokiem. Inka może będzie tam na górze z nimi, a może nie, diabli ją wiedzą, jak wszystkie koty.

Niebo będzie ciemnieć na ich oczach a kontury budynków zlewać się będą z coraz ciemniejszym tłem. Potem zaczną się rozpalać światła, a wszystko to na oczach Tego od teledysku i Szałapacha. I – zapewne – w ciszy, Szałapach nie należy do chętnych rozmówców.

Oby tylko nie padało – myśli Ten od teledysku – Wtedy dach stanie się śliski i Szałapach popatrzy tylko z powątpiewaniem, zastanowi się, popatrzy w sufit i pokręci odmownie głową. Potem, odzywając się niechętnie, zaproponuje przełożenie wyprawy na przyszłą sobotę.

Ten od teledysku dobrze wie, że wyprawy przekładane na następne soboty, zbyt często nie dochodzą do skutku, by takie rozwiązanie go satysfakcjonowało.

Dlatego, jak to w piątek myśląc o przyszłości, zaklina ją w przyszłość pogodną.

15:28, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »

Ten od teledysku zerknął na swój pierwszy wpis i zawstydził się głęboko. Z owego wpisu wynika, że spotkał podczas spaceru: "siekorkę". Teraz musi znaleźć sposób, który pozwoli mu jakoś poradzić sobie z siekorką. Przecież nie przyzna, za żadne skarby świata, że okazał się człowiekiem na tyle niedbałym, by wypuścić wpis z błędem.

Pozostaje mu tak wmanewrować świat, by ten zaakceptował istnienie nowego stworzenia.

Spodziewajcie się niezwykłych siekorek!

11:32, tenodteledysku
Link Komentarze (2) »

Budynek, w którym pracuje Ten od teledysku, teoretycznie zawiera się w czterech piętrach. W rzeczywistości, nie jest to takie proste.

Zbudowano go w latach pięćdziesiątych, jako jedną z nowoczesnych szkół, co oznaczało, że obok wielu innych usprawnień, posiadał on schron przeciwatomowy. Zainteresowało to ponad czterdzieści lat po wybudowaniu, nowoczesnego przedsiębiorcę, który budynek, już z jakichś tajemniczych powodów nieużywany, wykupił. Ów człowiek ery kapitalizmu dobudował do budynku dwa piętra i ogłosił go biurowcem. Potem zbankrutował i szkoło-biurowiec przeszedł w ręce firmy, która pięter mu nie dodawała, jednak wzbogaciła o dwa dobudowane skrzydła. Później dodano coś jeszcze i jeszcze i jesz...

Nie wszystkie dodatki pasowały do siebie i teraz, gdy Ten od teledysku dotrze windą na trzecie piętro, może przejść siedmioma stopniami bocznej klatki schodowej numer trzy nieco niżej, do skrzydła C, skąd, wąskim, ale miłym korytarzykiem, dotrzeć można do rozwidlenia służącego do podejmowania decyzji: w prawo, czy w lewo. Jeśli w lewo, to pokoje administracji średniego szczebla, jeśli w prawo, to aula. Aula jest niewielka, przytulna i posiada dodatkowe drzwi. Ten od teledysku nie wie, co się za nimi znajduje. Aule wynajmuje się różnym firmom, aby przeprowadzały w niej szkolenia, ewentualnie Wiece Entuzjazmu, na których wszyscy śpiewają: “We are the champions” i powiewają marynarkami. Ten od teledysku, który lubi aulę, podczas Wieców Entuzjazmu stara się trzymać od niej z daleka.

Dalece ważniejszy od sektora C, jest jednak sektor F, w którym mieszczą się apartamenty Kierownictwa. Tam właśnie, po wcale niekrótkiej podróży przez sektory B oraz H, pokonawszy boczne i główne klatki schodowe, półpiętra i krużganki, kłaniając się niżej lub wyżej i odpowiadając na ukłony, Ten od teledysku, po raz pierwszy spotkał Inkę.

09:31, tenodteledysku
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 czerwca 2005

Ten od teledysku odczuł to niezaprzeczalnie od pierwszej próby przebudzenia. Wiedział, że nie może sobie powiedzieć: "nic z tego dziś nie będzie", bo świat nie układa się w ten sposób i rzeczy się tak nie dzieją. Niemniej poleżał jeszcze godzinkę i najpewniej spóźniłby się do pracy, gdyby nie wynegocjował wcześniej sprytnej misji, która pozwoliła mu się trochę poobijać.

Wiele to nie zmieniło.

Sprytna misja zawiodła go spacerem nad Rzekę. Szedł raczej niespiesznie, aż znalazł siekorkę i zagapił się na nią do tego stopnia, że i tak udało mu się spóźnić do pracy. Nie, żeby ktoś to zauważył i aby komuś to przeszkadzało. Praca Tego od teledysku należy do tych, w których nic się nie dzieje przez cały rok, a kiedy ten mija, nic się nie dzieje od początku. Gdyby kiedyś zniknął świat, zakład pracy Tego od teledysku mógłby tego nie zauważyć.

Być może świat odwzajemnia się, na wszelki wypadek, zakładowi pracy Tego od teledysku, tym samym.

Kiedy nic się nie dzieje, a lekki przeciąg pozwala nie narzekać na upał, Ten od teledysku odczuwa pragnienie, aby pomyśleć. Niestety, by pojawiły się jakiekolwiek myśli, niezbędne są bodźce. Ten od teledysku rozgląda się bezradnie i nie wpada na żaden pomysł. Wie, że gdzieś, w przyszłości, czai się chwila niezwykłych, gwałtownych wydarzeń, które wchłoną go i mnąc go bez litości, będą miotać nim wściekle, nie dając ani sekundy na pomyślenie choćby jednej, drobnej, malutkiej, wartościowej myśli. A przecież tyle będzie wtedy bodźców.

A na razie, w pogodny, ciepły, ale bez przesady, czwartek, kiedy nic się nie dzieje, Ten od teledysku siedzi przed kompem i zastanawia się co takiego zrobiło nam to nasze życie, że tak beznadziejnie je marnujemy.

13:47, tenodteledysku
Link Komentarze (2) »
1 ... 21